Jedyne postanowienie noworoczne, które pcha mi się do głowy, jest ściśle związane z tym, co robię. Czasem oprócz makijażu, modelce trzeba zrobić włosy. I tu
się zaczyna owo postanowienie ;) Moje włosy muszą się obejść myciem,
odżywieniem i wysuszeniem. Nie lubię robić przy nich czegokolwiek więcej
(okresowe farbowanie, wiadomo, aczkolwiek gdyby nie moja siwizna,
pewnie ten etap poszedłby... sobie ;P). Muszę nauczyć się czesać koki,
kucyki, ule, warkocze...zobaczymy jak będzie mi szło, teraz chciałam Wam
pokazać skład mojego malutkiego zestawu "fryzjerskiego".
Lakier Taft Shine, na moje nieszczęście przy noszeniu, ale na wszelki wypadek w użytkowaniu - duża butla. Jeszcze nie używany, najpierw muszę skończyć Wellaflexa.
Najlepsze gumki do włosów świata (chyba :P), około 8 zł w Rossmannie. Bez skuwek, rozrywają się dopiero jak się je dobrze wyeksploatuje. Kocham!
Cały bajzel: Mała kosmetyczka mieści wsuwki, małe klipsy, żel, piankę, mały lakier i gumki, grzebienie, prostownica i duże klipsy są w różnych kieszeniach Zuki.
Prostownica to Philips HP8333, oprócz pięknej krateczki na wierzchu, jonizacji i innych bajerów, jej największą zaletą jest wielkość - jest krótsza od standardowych prostownic o jakie 7 cm (co przy noszeniu torby jest ogromną zaletą) przy jednoczesnym zachowaniu wielkości normalnych płytek ceramicznych.
Wsuwki z H&M, mam obawy, że mogą się wysuwać, ale zobaczymy, małe klipsy z drogerii, duże czerwone i dwustronny grzebień - Avon.
I zawartość małej kosmetyczki z bliska: Taft Instant Volume Powder, Wellaflex lakier do włosów (lubię), pianka Isana (nieużywana jeszcze), żel Isana, wsuwki drogeryjne.
Trzymajcie kciuki!