Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MUFE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MUFE. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 kwietnia 2013

W tango!

Posiadanie różnych kanałów kontaktowych skutkuje całkiem przyjemnymi efektami :) dzięki nim stałam się posiadaczką lakieru z limitowanej edycji Black Tango wypuszczonej przez Make Up For Ever. Wszystkie trzy, wypuszczone wtedy, miały czarną bazę i mnóstwo maleńkich drobinek - zielonych, niebieskich i czerwonych. Mam właśnie ten ostatni:






Prawie wiosenny kolor :D Wydaje mi się, że dobrze mieć w arsenale coś takiego - nie tak mrocznego jak zwykła czerń, czy zwykłego jak bordo. Bardzo dobra konsystencja, nie zalewa palców, nie jest też gęsty. Pędzelek jest nieduży (proporcjonalny do buteleczki ;P), jednak maluje się nim trochę lepiej niż wąskimi pędzelkami Essie. Jakość - na moich paznokciach chyba nic nie trzyma się tak, jak powinno - zawsze 3 minuty po nałożeniu mam kilka paznokci w stanie "do natychmiastowego zmycia" :) Po pomalowaniu lakier miałam na paznokciach przez 3 dni, z lekko startymi końcówkami od dnia nr 2. 
Gdyby MUFE wypuściło kiedyś pełną linię lakierów... mogłoby być ciekawie :)

piątek, 12 kwietnia 2013

Czekolada! :)

Z okazji dnia czekolady mam dla Was małą porcyjkę swachy :) Są to część Diorowej piątki, pigmenty MAC i jeden Make Up For Ever, który już widzieliście :)




Zdjęcie bez flesza i z fleszem: od góry:
1/5 Diorowej piątki Mystic Smokys, MAC Lucky Tom, pigmenty MAC: niezidentyfikowany, z jakiejś rozbiórki - podejrzewam Bloodlines z kolekcji Fabulous Felines, MAC Tan, MUFE 929, MAC Tea Time, MAC Nebula, cień Guerlain o zapomnianej nazwie, MAC Cocomotion, MAC Aurora, MAC Chocolate Brown, cienie MAC Embark i Satin Taupe.







Ciężko je tu podpisać, bo na każdym zdjęciu są uchwycone pod trochę innym kątem, ale spróbujemy :) Pierwsze dwa zdjęcia bez flesza, kolejne dwa - podświetlone.

1/5 Diorowej piątki Mystic Smokys (mat z minimalną złotą drobinką), MAC Lucky Tom (suchy mat ze złotymi iskierkami),
pigmenty MAC: niezidentyfikowany, z jakiejś rozbiórki - podejrzewam Bloodlines z kolekcji Fabulous Felines (prześliczny chłodny matowy w bazie brąz z fioletowymi tonami i multikolorową perłą), MAC Tan (bardziej fioletowy, mocno perłowy brąz), MAC Nebula (brąz w bardzo mocno szarym odcieniu, połyskujący),
MUFE 929 (ciepły, złotooliwkowy, iskrzący odcień brązu), MAC Tea Time (cynamonowy brąz), MAC Aurora (beżowy brąz, cielisty), MAC Chocolate Brown (rudomiedziany połyskujący brąz),
cień Guerlain o zapomnianej nazwie (połączenie Chocolate Browna z Tea Time), MAC Cocomotion (jasny brąz w ciepłym odcieniu z dużym dodatkiem złotej opalizacji), cienie MAC Satin Taupe (szary-beżobrąz) i Embark (matowy, ciemny czekoladowy <3 brąz).



Na deser drobiazg na słodko :)

czwartek, 7 marca 2013

Mistrzostwo z Avonu

Wszyscy je znają - kredki Super Shock są już w sprzedaży bardzo długo. Nowe kolory pojawiają się co jakiś czas, dlatego trzeba sprawdzać katalogi, dodatkowo nie zawsze się te kredki w nich pojawiają. Można je kupić również na Allegro. 


W moim kufrze jest sześć kredek. Flash - blady róż z perłowym połyskiem, Blackberry - brązowe bordo z ciemnoróżowymi iskierkami (moja ukochana), Golden Fawn - lekko zaróżowiony, szary beż, Aqua Pop - ciemnoturkusowy granat z delikatną zielonkawą opalizacją, Cobalt - granat z delikatną błękitną poświatą, Black - matowa czerń. Wszystkie poświaty i opalizacje są minimalne, widoczne troszkę bardziej po roztarciu kredki. 

Jeśli chodzi o nazewnictwo - pięć kredek jest nazwana Super Shock. Jedna - Mega Impact (Cobalt). Można by pomyśleć, że nazwa się zmienia, ale Cobalt nie jest najnowszą z kredek. Trochę to pogmatwane. Najświeższymi kolorami są Aqua Pop i Flash.




Od lewej: Flash, Golden Fawn, Blackberry, Black, Cobalt, Aqua Pop. 

Konsystencja kredek jest masełkowa, trwałość - genialna, trzeba rozcierać szybko, bo zasychają, ale to jedne z moich ulubionych kredek. 






A tu poswatchowane "podobne" kolory kredek z mojego kufra:

Nad Flashem jest MUFE 14L - biała perła, Golden Fawn nie wykazał żadnego podobieństwa :) Blackberry przypomniało mi o Sephorowej Jumbo kredce w kolorze 15 Purple, jednak okazało się, że ma więcej tonów fioletowo-bordowych. Porównałam go też z brązem, padło na MUFE 2L - ten jest dużo bardziej żółty i kompletnie matowy. Czarna kredka ze Stili (Kajal Eye Liner) w kolorze Onyx jest bardziej czarna niż jakiekolwiek kredki, które widziałam w życiu, do tej grupy zalicza się też avonowy Black. Do Cobalta domalowałam swatcha kredki Pearlglide w kolorze Black Russian z MACa (szara baza, niebieskie drobinki) i Bourjois Regard Pailette w kolorze Bleu Nuit (niebieska baza  srebrny brokat) - podobieństwa nikłe :)
Myślałam, że Aqua Pop to mniej brokatowy Pearlglide w kolorze Undercurrent MACa, ale bardzo się myliłam - baza w tym drugim bardziej wpada w zieleń, limonkowo-złote drobinki robią z tej kredki niesprecyzowaną zieleń. Już bliżej było z kredką Eye Intensity kolor Precious Green z Oriflame, ale tutaj również złota opalizacja burzy granat w bazie.

Jak widać - zero powtórek :) Kocham kredki! :)

czwartek, 21 lutego 2013

MAC Mixing Medium

Bohater dzisiejszego posta:



Chodzi po prostu o coś podobnego do inglotowego Duraline. Bawiłam się nim dziś trochę za pomocą pędzli poniżej:


W zasadzie załapały się tylko pierwsze cztery ;) Najwygodniejszym okazał się naturalny pędzel Kozłowskiego - trzeci od lewej.




Efekty powyżej. Kreski robiłam pigmentami (MAC, Kobo). Najlepsze do mieszania z MM okazały się te najbardziej matowe. Obok kresek - roztarty pigment. 
Od lewej MACowy pigment z kolekcji kociej (chyba, naklejki nie mam), Face Stockholm Eye Dust w kolorze Cheerful, MUFE Star Powder 944, MUFE Star Powder 929, Kobo 402 Hot Orange, MAC Your Ladyship. 

Błyszczące/jasne pigmenty ciężko mieszały się z MM - albo kreska była byt transparentna, albo zbyt duża ilość pigmentu w "roztworze" powodowała, że kruszył się on na pędzlu i był zbyt suchy, żeby rysować kreski (szczególnie pigment MUFE 944; był to również jedyny przypadek braku wzmocnienia koloru przy mieszance)

Teoretyczne zbyt duża ilość alkoholu w produkcie dyskwalifikuje go ze stosowania w okolicach oka, ale ;) nałożyłam go w formie granatowej kreski na powiekę - wytrzymał kilka godzin bez problemów, mimo że nie miałam pełnego makijażu, powieka nie były przygotowana, itp. Owszem, odczuwałam lekkie pieczenie przez chwilkę po nałożeniu MM, ale po wyparowaniu alkoholu dyskomfort mija. 

Na pewno must-have przy body paintingu :) do makijażu oczu...hmmm... może się jeszcze przekonam ;)

piątek, 18 stycznia 2013

Poszukiwanie ideału - face chart

Pewnie każdy makijażysta dochodzi do takiego momentu w życiu, że swoje makijaże chce projektować na czymś ładnym. Faktura oczywiście jest ważna (cienie nie trzymają się zbyt dobrze na bloku szkolnym, lepszy jest papier akwarelowy), ale bardziej do mnie przemawia spersonalizowana mapka, po której można swobodnie gryzmolić. I owszem, można po prostu ściągnąć sobie projekty z internetu (jakiś czas korzystałam z MACowych), ale od dawna marzy mi się mój własny face chart. Chodzi o to, żeby zbilansować proporcje wzorcowe, idealne (coś na podobieństwo greckich wzorów piękna, wykorzystywanych w rysunku, np. czoło to 1/3 twarzy, linia brwi do czubka nosa - 1/3, czubek nosa do brody to też 1/3, a oczy mają kształt migdała) z twarzą, która ma na tyle wyraźny kształt, żeby można było rozpoznać kontury, ale jest jednocześnie na tyle bez wyrazu, żeby można kształtować ją na wszystkie możliwe sposoby. Próbowałam rysować takie buźki, ale nie jestem zadowolona. Więc aby siebie (i Was) zainspirować, wrzucę kilka przykładowych face chartów. 

Wspomniany klasyk - MACowa twarz, trochę androgyniczna, słabiutko zarysowane brwi i powieki dają możliwość popisu naocznego. Bardzo tu lubię wyraźne kości policzkowe.



 Make Up For Ever - trochę infantylny model, strasznie nie podobają mi się usta i uszy.



Jedna z ładniej naszkicowanych twarzy - u Bobbi Brown. Zmieniona perspektywa pozwala nadać ładny kształt policzkom. I te usta <3
 


Pierwszy z dwóch znalezionych NARSów, wersja "egipska" :) zupełnie uproszczony model, wydaje mi się, że bardziej do użytku pokazowego (prosty i wyraźny przekaz, bez szczegółów). Nie ukrywam, jest w nim coś, co mi się podoba, chociaż nie jestem w stanie tego sprecyzować.


Stila - tu pominięty został nos, przecież nie ma kosmetyku nakładanego specjalnie na niego ;) Nie mój ulubiony face chart, ale nie jest też zły. 

Estee Lauder - schematycznie, perspektywa jak u Bobbi Brown. Wszystko co firma ma w arsenale może być na model naniesione.
 
Drugi NARS. Tak samo dziwny jak pierwszy, jakby naszkicowany na kolanie, bez wyraźnego uwzględnienia proporcji. Też coś w sobie ma ;)


Face charty dają dość dobry obraz konkretnych marek i klientek danych marek. W zależności od targetu, firmy pozwalają sobie na bardziej artystyczny format face charta (MAC, NARS), konwencję beauty (Bobbi Brown, Stila), czy zupełną prostotę (Estee Lauder). Ma to również związek z ilością i gamą produktów - MAC ma bardzo rozbudowaną linię, więc musi mieć dużo miejsca na ewentualne przedstawienie produktu oraz bardziej uszczegółowione elementy twarzy.
Ja lepiej czuję się w makijażach beauty niż mocnym "twarzowym bodypaintingu" (absurdalne połączenie, wiem :D), ale jednak czasem potrzebuję trochę miejsca... 
Co myślicie? Która facjata podoba Wam się najbardziej?

sobota, 15 grudnia 2012

Becca, część druga

Bohater dzisiejszego dnia:

 

 Beach tint w kolorze Grapefruit. Ma bardzo delikatną konsystencję, po rozsmarowaniu jest troszkę jak woda, trzeba go wetrzeć w skórę. Mimo tego, mam wrażenie, że trochę zostaje na jej powierzchni. Do tego zapach - trochę cytrusowy, dość mocny, ale z czasem wietrzeje. 
Postanowiłam porównać go z wszystkimi kremowymi i płynnymi różami, jakie są w moim posiadaniu (sztuk dwie - powalająca ilość :D) w celu porównania konsystencji, oraz z MACowym "różem" My Paradise z kolekcji Surf, Baby - bo kolor wydawał mi się podobny.


Od lewej:  MUFE Cream Blush 05, Becca Grapefruit, Mini Posie Tint od Benefitu; na dole My Paradise z MACa.

Konsystencje - MUFE jest kremowym musem, rozprowadza się idealnie, ładnie się wtapia, przez co nie trzeba walczyć z wniknięciem koloru w skórę, nie ma problemu z rozprowadzeniem go przed wyschnięciem. Beach tint - jak pisałam wyżej, trochę się maże, jak w końcu uda się go rozprowadzić pozostaje na skórze w formie cienkiego filmu. Ma problem z całkowitym wyschnięciem, dobrym pomysłem wydaje się przypudrowanie go czymś. Jeśli oczywiście nie zależy nam na tytułowym looku plażowym :) Na dole - Posie Tint, którego nie lubię za opakowanie. Konsystencja jest porównywalna z Beccą, jednak tu trzeba się spieszyć. Jeśli nie rozprowadzimy go szybko, może się zdarzyć coś, co widoczne jest na dole.


Są tu cztery produkty. Lewy górny róg - MUFE, w miarę równomierne krycie, intensywny kolor, matowe wykończenie. Obok niego - Becca, połyskuje "na mokro", kryje ładnie, bardzo wydajna, potrafi jednak się zetrzeć. Lewy dolny róg - MAC, mocno wtarty w skórę, stąd intensywny kolor. jest trochę bardziej koralowy niż Becca,  przy takiej aplikacji kolor jest baaaardzo mocny. Obok możecie zaobserwować malowniczą plamę z Posie Tinta. Bardzo trwały, świnkowy róż (to tylko dlatego, że nie roztarłam go wystarczająco szybko). Naprawdę kolor jest subtelny, krycie bardzo ładne, a trwałość - wiadomo - super. 
Wszystkie produkty nakładałam palcami, polecam jednak nakładać produkty tego typu syntetycznym pędzlem, to naprawdę ułatwia życie :)

wtorek, 13 listopada 2012

Make Up For Ever love?

Nie wiem dlaczego lubię tą markę, skoro jedyne produkty, które kocham bezwarunkowo to cienie prasowane, podkład HD, maskara Smoky Lash i pędzle do linera i brwi. Resztę lubię, z drobnym "ale". 


Cień w kremie flash - kolor Silver, jeden z elementów wymarzonej przeze mnie Flash Palette 
 (zdjęcie z sephora.com)
MAKE UP FOR EVER - 12 Flash Color Case
Cień jest nietrwały, ale dający bardzo ładny efekt. Jako baza na krótkie dystanse, produkt wielofunkcyjny - do ciała również. Miękki i przyjemny w nakładaniu. Produkt raczej pro, raczej do zdjęć.

 Aqua Cream, produkt kultowy, bardzo znany, kochany przez wiele osób. Kolory ma niesamowite, różne faktury i efekty końcowe. Za to je lubię. Za co nienawidzę? Po pierwsze - za "suchość" i problematyczność nakładania pędzlami, po drugie - za błyskawiczne schnięcie. Błąd przy nałożeniu skutkuje zmywaniem, jeśli nie całego, to przynajmniej części makijażu, a tego absolutnie nienawidzę, bo po takim zmyciu wszystko się klei, rozwarstwia i babrze. Jeśli już je nakładam, to na bazę (prewencja - na mnie prawie nic nie trzyma się długo) i za pomocą palców. Rozprowadzają się wtedy jak masło, jednak trzeba je szybko rozcierać. Jeśli nie uda nam się zrobić tego zanim wyschną, powstałe krawędzie i ostrości będzie bardzo ciężko zamaskować. 



 Na zdjęciu: Aqua Cream 2 (typowy grzybek, niektórzy mówią, że jest kremową wersją MACowej Sweet Sienny), 5 (najjaśniejszy - subtelny szampan), 10 (pomarańcz z lekką złotą opalizacją), 16 (lekko różowe, połyskujące perłą złoto) i 21 (niebieski ze srebrzystą poświatą). 

 Trochę swatchy: od lewej, górny rząd Glitter 13 (multikolorowy, drobny glitter, trochę jak MACowy 3D), Star Powder no 929 (na amerykańskiej stronie Sephory sa nazwy, ten to Bronze Khaki), Star Powder 944 (White/Turquoise, biały proszek z bardzo mocną, mietowo-turkusową opalizacją), Star Powder 953 (nie ma na stronie Sephory, nie ma na stronie MUFE - delikatna, opalizująca na różowo brzoskwinia - cudo).
dolny rząd: Aqua Cream 21, Aqua Cream 10, Aqua Cream 5, Aqua Cream 16, Flash Color Silver.


 Porównanie Aqua Cream 2 i MAC Pigment Sweet Sienna. Jak widać Sienna jest bardziej ciepła, złotawa, Aqua Cream mimo że ma podobną bazę, wpada lekko w srebrne tony.


 
 Dwie pomadki, które mam to Rouge Artiste Natural w kolorze N39 - zdjęcie u góry trochę ją wybłyszczyło, konsystencja raczej jak na dolnym zdjęciu, jest to satynowy rozbielony pomarańcz, lubi podkreślać suche skórki, nałożona w dużej ilości wygląda nienaturalnie. W ilości rozsądnej, lekko wtarta w usta, jest piękna. Obok niej Rouge Artiste Natural z limitowanej kolekcji La Boheme, w kolorze Folk. Tu efekt jest raczej jak na górnym zdjęciu, lekko połyskujący koral. Nie jest to moje ulubione wykończenie pomadek w wersji Natural. Mam wrażenie, że po nałożeniu tworzy nieprzyjemną warstwę na ustach, ma małą przyczepność, dodatkowo może nakładać się nierówno, widać to na dolnym zdjęciu. 
Dalej kredki Aqua Eyes, które podobnie jak wszystko - bardzo lubię. Jednak praca nimi na kimś potrafi wykończyć mentalnie. Podobnie jak Aqua Creamy schną bardzo szybko, przez co roztarcie ich do zamierzonego stopnia jest niemal niemożliwe. Są również bardzo trwałe, więc najczęściej używam ich do robienia kresek. Bez, lub z minimalnym roztarciem. Od lewej: 16L, 2L, 0L, 8L, 9L.


 W kufrze mam jeszcze HD Elixir, czyli serum nawilżające, które potrafi czynić cuda, jednak nałożone w ilości większej niż minimalna lubi się zrolować. Tak samo rolować lubi się zielona baza, którą bardzo, ale to bardzo lubię - naprawdę działa niwelująco na zaczerwienienia, dodatkowo chłodzi - ale tak samo - trzeba uważać z ilością.
Przetestowałam również mleczko do demakijażu Sens'Eyes - genialny produkt, delikatnie ściąga nawet bardzo wodoodporne produkty. Róż i bronzer już znacie ;)

Dwie rzeczy na koniec, denerwujące najbardziej. Po pierwsze: cena. Jak na kosmetyki profesjonalne jest okrutna, porównywalna z cenami Chanel i Diora. Nie powinno tak być. 
Po drugie: dostępność w Polsce. Owszem, MUFE jest w Sephorze, tylko często w bardzo okrojonym "składzie". Dobrze, że chociaż limitowanki wchodzą do sprzedaży w Polsce ;)

poniedziałek, 12 listopada 2012

Przegląd czas zacząć!


Postanowiłam obfotografować pierwszą z części mojego zestawu makijażowego. Na pierwszy ogień idzie kosmetyczka pudro - różowa, wrzucam też kilka swatchy róży, które mam. Są dla mnie wystarczające, wiem, że dużo z Was ma takich rzeczy więcej (i zazdraszczam, owszem ;P), jednak noszenie większej ilości byłoby mordercze dla każdego kręgosłupa.
Nie było to łatwe zadanie, ale cóż - starałam się jak mogłam i oto efekty.






Na początek paleta, której bardzo nie lubię, zastanawiam się ciągle, co mogę zamiast niej zastosować, żeby pomieścić wkłady pudrów i róży. Nie przepadam za noszeniem ze sobą pojedynczych opakowań cieni i róży, jakoś wtedy nie mogę się ogarnąć bardziej niż zwykle. Niestety jest ona brzydka (jak ja nie lubię tego dizajnu...) i niewymiarowa (dziwnie wpasowywuje się do zucowej kosmetyczki).


Zdjęcia palety wklejałam też tu. Mam tu róże i pudry, prawie każdy innej firmy, różnej wielkości, budowy, itd. Tego też nie lubię. Wolę mieć wszystko jednakowe, jest wtedy jakoś tak symetrycznie... ale że jeszcze nie trafiłam na idealne produkty tylko z jednej firmy, musi być tak, jak jest. Póki co ;) Niestety paleta też bardzo łatwo się pyli. Trzeba często czyścić. 

 od lewej: roż z Sephora blush duo, MUFE Sculpting blush no 12, MAC Style, MAC Pinch me,
 drugi rząd: trio rozświetlające Sephora, nie pamiętam - to może być cień do powiek, brąz z Sephora blush duo, MAC Mocha, duże zdjęcie: MAC Tippy,
trzeci rząd: MAC Launch Away!, MAC Accentuate/Sculpt duo,
czwarty rząd: Dwa pudry Chanel - nie ma ich już w sprzedaży.


od lewej: róż z Sephora blush duo, MAC Tippy, MUFE no 12, MAC Mocha,
MAC Launch Away!, MAC Style, MAC Pinch Me, brąz z Sephora blush duo, 
MAC Accentuate, MAC Sculpt, puder Chanel, nieznany cień/róż,
trio z Sephory, puder Chanel,
Ostatni rząd swatchy dotyczy następnych produktów:
Bella Bamba z Benefitu, Deborah Bronzer, MAC Pearl Cream Color Base, Dior Shimmer 002, MUFE cream blush no 05.











Piękny pomarańczowy róż, zlotego hibiskusa nie ruszałam - za bardzo mi się podoba, poza tym nie lubię niekontrolowanego nakładania drobinek w tego typu produktach ;)









Virtual Rock Me - puder rozświetlający, który dostałam i przesypałam do innego pojemnika. Jeszcze nie przetestowany, będzie służył raczej do ciała niż do twarzy. Daje raczej drobinkowy efekt.







 Meteoryty Teint Beige, w opakowaniu zastępczym, gdyż zakupione w testerze. Dla mnie produkt kompletnie niezrozumiały, na sobie efektu nie widzę, do sesji póki co nie stosowałam - nie miałam potrzeby, a mam dużo rozświetlaczy, więc...









 Deborah Bronze Attraction, teraz używam raczej dlatego, że ma jedno z największych lusterek, jakie mam ;) Oprócz tego w kolorze to taki ładny, matowy i delikatny biszkopt.










 MAC Pearl CCB. Cudna konsystencja, piękny efekt subtelnej tafli. Pod łuk brwiowy i na policzki.







Produkt już bardzo znany w sieci, mam miniaturkę. Ładnie pachnie, efekt jest zadowalający ;) Rozświetlenie? Raczej nie. Po prostu bronzer w kremie, albo czymś pomiędzy kremem i pianką. Subtelny. Może wybijać pomarańczowe tony.










Jeden z moich ukochanych produktów - róż pudełkowy z Benefitu, Bella Bamba. Szkoda, że nie możecie go powąchać - pachnie pięknie, słodko, i zapach ten absolutnie nie jest inwazyjny w przypadku nałożenia go na twarz.Kolor - malina z pięknym złotym połyskiem. Trzeba ostrożnie nakładać, bo można sobie nim zrobić krzywdę. Jest najintensywniejszy z róży Benefitu.






 Dior Shimmer Powder 002
 Kolejny klasyk, również bardzo go lubię. Ciepła wersja popularnego Shimmera. Stosowałam go do twarzy, oczu i ciała. Spisuje się świetnie, daje piękną perłową taflę, w zależności od wymieszania kolorów - ciemniejszą i bardziej złotą, lub subtelniejszą w odcieniu szampana.






 MUFE Mat Bronze 04
 Matowy i ciemny puder brązujący od MUFE. Spisuje się świetnie tam, gdzie ciemny odcień z MACowego duo Accentuate/Sculpt jest zbyt delikatny. Profesjonalny produkt, zabójcza pigmentacja (nadaje się do oczu) i absolutny mat. Lubię!










 Chanel In Love
 Chanelowy róż. Mam w wersji testerowej, odkryłam, że najlepiej przechowywać go w woreczku strunowym, inaczej wysycha i robi się twardy, podobna rzecz dzieje się chyba z różami Bourjois. Odcień In Love, lekko rdzawa brzoskwinia. Uwielbiam!







Kryolan Anti-Shine Powder
 Rzecz, której nie lubię, za toporność, grube zmielenie i bielenie, orz dodatkowy dziwny zapach (kredowy?). Nie jest on już jednolity - wsypałam do niego kilka minipudrów mineralnych, żeby zmniejszyć jego "gęstość".






Clinique Blended Face Powder 04 transparency 4
 Mój 'to go' puder sesyjny. Średni kolor, przyciemnia nieco za jasne podkłady, ładnie stapia się z ciemnymi. Delikatny, trzyma jednak mat. Nałożony delikatnie nie jest widoczny na skórze. Dobry stosunek ilości i jakości do ceny.


MAC Belightful Iridescent Pressed Powder
Produkt, który stosuje jedynie do ciała (dekolt, ramiona), ze względu na drobiny, które są bardzo duże. Puder z zestawu lotniskowego ;) Bardzo ładna baza, lekko perłowa, szaroróżowa (srebrzystoróżowa?), plus złote drobinki. A mogło być tak pięknie... dodatkowy mankament - puder bardzo łatwo się 'zbija', tworząc na powierzchni twardą skorupkę. Ja robię to, co ze wspomnianymi wyżej różami Bourjois - zeskrobuję wierzch.







 Drugi biały puder w kolekcji (po co komu dwa białe pudry??) MAC Set Powder w kolorze Invisible. Ten używam w przypadku tłustych cer. Jest trochę drobniejszy niż Anti-Shine Kryolanu, ale też w przypadku nałożenia dużej ilości bieli. Trzyma mat lepiej niż Clinique.








 Testery czterech pudrów i podkładów Sephory, kolory: bardzo jasna brzoskwinia, żółtawy beż w średnim odcieniu, neutralny średni beż i ciemny beż. Lubię je do szybkich poprawek na planie, są pięknie zmielone - zarówno pudry jak i podkłady, ładnie ujednolicają koloryt, nie są zupełnie transparentne.








MUFE Cream Blush no 5. Bardzo mocno napigmentowany, wystarczy odrobina do zaakcentowania policzków. Matowy efekt końcowy, odcień to ciemna malina. Bardzo długie utrzymywanie na skórze. Żałuję, że nie mam więcej odcieni - na szczęście można je trafić w bardzo dobrych cenach podczas wyprzedaży w Sephorze. 









Mój ukochany bronzer, idealne połączenie różu i brązu, bez dodatku pomarańczu. Lekko świetlisty efekt, jednak nie ma nic wspólnego z perłą czy drobinami. Idealny do konturowania i nadawania efektu opalenizny. Pachnie różami ;) Widać zresztą, że go lubię, dziura w środku jest zatrważająca.

Może w następnej kolejności wrzucę listę tego, co jeszcze uważam za potrzebne w tej dziedzinie ;) na teraz chyba już wystarczy...