Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Everyday Minerals. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Everyday Minerals. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 czerwca 2013

sMACkołyki :)

Pomyślałam, że pokażę Wam kolorówkę, której używam sama. Rzadko kiedy sięgam po kosmetyki z kufra (oczywiście nie licząc testów i większych wyjść), mam swoją kosmetyczkę, w której jest wszystko, czego potrzebuję na co dzień. 
Na pierwszy rzut - zdjęcia czterech pomadek MACa, które mam zawsze przy sobie (z 11 sztuk wszystkich pomadek/błyszczyków/balsamów...). 
Aż trzy z nich są w wykończeniu Lustre - czyli będącym lekko transparentnym, zwykle delikatnie napigmentowanym i nawilżającym chyba najbardziej ze wszystkich rodzajów klasycznych MACowych pomadek (może konkurować jeszcze wersja Amplified - ale nie jestem do końca przekonana).




Najczęściej używana przeze mnie jest ta w kolorze beżowym High Tea (baza ma lekko różowawy odcień, czego na powyższym zdjęciu może nie być widać). Na zdjęciu praktycznie zlewa się z kolorem skóry, jednak jest nałożona dość mocno. W normalnych warunkach nakładam jedną lekką warstwę, co powoduje nieMythowy efekt nude, dodatkowo uzyskujemy bardzo subtelny połysk. Pomadka nie stwarza żadnych problemów, nawet nałożona na trochę przesuszone usta (tak, testowana w warunkach ekstremalnych ;)). Ściera się równomiernie, nie jest supertrwała - co mnie nie dziwi, w końcu to jasna pomadka o nawilżających właściwościach... ;)




Drugi lustrzak to Plumful - wiem, że jest dużo fanek tego koloru. Na zdjęciach wygląda bladoróżowo, jednak w rzeczywistości ma trochę koloru tytułowej śliwki, co więcej - można stopniować intensywność barwy na ustach (bez jakiegoś wampirycznego efektu, bo jednak jest to lustre). Nie lubię co prawda nakładać jej za dużo, wydaje mi się wtedy ciężka... Jedna warstwa jak dla mnie wystarcza. Noszę ją jednak niezbyt często (11 mazideł zobowiązuje... ;)), najczęściej do chłodnego różu EDM - Best Friends. Mam wrażenie, że jest trochę bardziej wysuszająca niż High Tea, jeśli tak to pewnie ze względu na większą zawartość pigmentu. 




Najbardziej interesująca pomadka lustrzana w moim posiadaniu to Bright Plum. Nazwa jest baaaardzo myląca, spodziewałabym się czegoś z fiołkowo-śliwkowymi nutami, ale raczej na bazie czerwieni. Mamy tu więc mocno podbitą niebieskościami śliwkę węgierkę w czystej postaci. Kolor jak na lustre jest intensywny, jednak cały czas ma formę półtransparentną. Po dodaniu do niej czerwieni robi się cieplejsza, bardziej "nośna". Bo w wydaniu full on mało kto by się odważył ją nosić. Paradoksalnie - bardzo ją lubię :) mam wrażenie, że do mnie pasuje. Póki co porwałam się tylko na mocno roztarty kolor... Pomadka ma ładny połysk, nie znajdziemy tu ani drobinek, ani perły, jest to czysto kremowa konsystencja i kolor. Nosi się bardzo dobrze, po starciu koloru zostaje delikatny efekt stain. Dzięki Kasiajku <3







Ostatni sztyft ma wykończenie Cremesheen, kojarzy mi się telefonicznie, jego nazwa to On Hold. Jest to moja ulubiona czerwień, i choć (podobnie jak wszystkie moje MACzydłowe szminki) na zdjęciu wyszła blado, to można uzyskać nią efekt bardzo intensywny. Mam wrażenie, że to truskawkowa czerwień z dodatkiem kropelki mleka (tak, był dziś koktajl z truskawek :D). Podobnie jak w High Tea mam wrażenie, że pojawia się też nutka perły, podobnie jak w poprzedniej, tu również nie jest ostentacyjna, a jedynie nadaje ostateczny szlif. On Hold też najbardziej ze wszystkich wysusza usta. Chyba już wiem, dlaczego większość osób powtarzała, że cremesheenów unikają ;)

Jakie MACzki doustne macie zawsze przy sobie? :)

sobota, 26 stycznia 2013

Denko styczeń

Muszę przyspieszyć post z denkiem w roli głównej, ze względu na pozbywanie się niepotrzebnego balastu ;) W styczniu umiarkowanie, ale jednak trochę zapasów skończyłam.


Ziaja Tonik Nagietkowy. Oczywista oczywistość, mój ukochany tonik nagietkowy, w dalszym ciągu i bez żadnych wątpliwości.


Sephora Make up Setting Mist. To jest bardzo dziwny produkt. Ładnie pachnie, po aplikacji nie ma uczucia ściągnięcia, ale nie podejmę się szczegółowej recenzji, gdyż opakowanie i dozownik są po prostu koszmarne. Każde psiknięcie oprócz typowej dla aerozolu mgiełki, wypluwa z siebie wielkie krople produktu, które do wyschnięcia potrzebują kilku ładnych minut, a na skórze są absorbowane przez puder. Zostawiają przez to nieestetyczne plamy. Pomogło trochę przelanie do opakowania zastępczego z innym atomizerem, ale taka zabawa mi się nie podoba. Wracam do Kryolanowego utrwalacza, chyba, że szarpnę się na Mist&Fixa od MUFE.


Wella Wellaflex Lśniący kolor. O tym lakierze też już było, ładnie utrwala, po wniknięciu we włosy staje się niewyczuwalny, trzymając jednocześnie fryzurę  na miejscu.


Everyday Minerals Foundation w kolorze Fawn. Z tego, co widziałam na stronie, zmieniły się kolory podkładów, mojego niestety nie ma. Jest to produkt, który lepiej przetestować przed zakupem, nie tylko ze względu na kolor, ale głównie - konsystencję. Miałam okazję przetestować formuły matte, semi-matte, original glo (tej też już nie ma). Najbardziej pasowała mi semi-matte, matte mieszałam z original glo i tez było dobrze. Jednak zakupy robiłam w czasie, kiedy EDM wysyłał produkty do Polski, cena za podkład wahała się wtedy w granicach 20-30 zł przy zakupach grupowych. Nie wiem, czy zdecyduje się na zakup teraz, od przedstawiciela w kraju (ceny są dwukrotnie wyższe). Podkład tej wielkości starcza spokojnie na rok użytkowania. Krycie można było stopniować, nakładanie wymagało położenia kilku cieniutkich warstw - wtedy nic się nie wałkowało, a skóra wyglądała super. Poniżej część z sitkiem - bardzo sfatygowana, do niej wsypywałam moje próbki przy mieszaniu.



Orly Fowl Play. Miniaturka, niestety nie nadaje się już do użytku, jest koszmarkowo gęsta i ciągnąca. Kolor piękny - żelkowa baza w kolorze suszonej śliwki (naprawdę ;)) ze srebrzystym i granatowym shimmerem i rudymi fleckami). Gdyby nie to, że jest dużo innych, równie pięknych lakierów na świecie, pewnie kupiłabym ponownie. Jedyny mankament - trudne zmywanie, ale to przy glitteroshimmerofleckach jest normą.


Essence Quick Dry Top Coat. Przyspieszacz wysychania lakieru. Może inaczej. Jako przyspieszacz wysychania lakieru - bezużyteczny. Jako baza i lakier nawierzchniowy - taki sobie. Raczej nie kupię ponownie. 


Avene Cleanance K. Dostałam go od Kasi S. jako zamiennik Effaklaru K/Duo. Ma mocniejszy zapach i działanie niż produkt La Roche Posay, dlatego nie stosuję go dłużej niż 3-4 razy w tygodniu. Opracowałam sobie schemat nakładania produktów mikrozłuszczających jedynie na noc, w ciągu dnia regeneruję skórę nawilżaczami. Effaklar stosowany nawet przez dłuższy czas nie powoduje przesuszenia i uwrażliwienia skóry, Cleanance K - owszem, dlatego zazwyczaj - jeśli nie mam na twarzy jakiegoś strasznego wysypu - nakładam go tylko miejscowo na niespodzianki, bardzo dobrze je goi i tonuje. Godny polecenia, jednak do codziennej pielęgnacji pozostanę przy moim Effaklarze.