Pamiętacie pewnie, jak wyznawałam miłość jednemu balsamowi z hydro-urea (
tu i
tu). Następcą w tym miesiącu został balsam z Eveline (będzie o nim kiedyś też), ponieważ kosztował połowę mniej, a byłam w nastroju pt. "chyba ktoś tu upadł na głowę, nie dam za to (czyt. balsam Garniera) tyle pieniędzy" (to się zdarza, mam wrażenie, że zazwyczaj działam inaczej niż większość znajomych kosmetykoholików, lubię produkty, których oni nie cierpią i nie znoszę uwielbianych, a dodatkowo staram się nie szaleć zakupowo - ufff). Jednak ponieważ zdarzyła się możliwość zrobienia zakupów w aptece internetowej alecco.pl, gdzie odbiór w aptece jest darmowy i występują kosmetyki marki Palmer's - musiałam odsunąć na bok nowo zakupiony balsam i włączyć tryb zużywania balsamowi z kakaowcem.
Wkręciłam sobie chęć posiadania tego cuda po tym, jak przypadkowo posmarowałam ręce kremem (do rąk, z tej linii) znalezionym w rodzinnym domu.
I przepadłam.
Zapach powala. Jest nienatrętny, subtelny i utrzymuje się na skórze - jednak dość blisko. Jest naturalny i przypominający zapach gorzkiej czekolady po odwinięciu sreberka.
Konsystencja dość gęsta i treściwa, potrzeba niewiele, aby wysmarować się od stóp do głów (powiedzmy), stąd zakładam, że balsam będzie wydajny. Gęstość powoduje, że przy nakładaniu trochę się maże, jednak mimo to wchłania się błyskawicznie - szybciej niż niejeden krem do rąk. Zostawia skórę miękką i przyjemną, utrzymuje ją w takim stanie do umycia.
Skład - dla wszystkich, którzy wiedzą więcej niż ja ;)
Nadaje się faktycznie głównie do suchej/przesuszonej skóry. Nie do normalnej, do suchej. Mam wrażenie, że latem będzie za ciężki nawet dla mnie, jednak póki co jest idealny.
Na opakowaniu czytamy, że balsam tonuje skórę i działa na blizny (w tym rozstępy - także w okoliczności ciąży), znamiona i suchość po opalaniu. Ja zauważyłam, że łagodzi wszelkie zaczerwienienia i podrażnienia, uelastycznia i wygładza skórę, goi krostki czy wysypkę.
Cena? Balsam był 2 zł droższy od regularnej ceny Garniera, która zablokowała jego kupno (ach kobieca logika...) i kosztował 20 zł.
Aby nie było tak różowo, teraz będzie negatyw - mój balsam ma zepsutą pompkę (jeszcze jeden plus za - w teorii i idealnym świecie - higieniczne opakowanie). Moja Bratowa, która też używa tego cuda, poradziła czyszczenie całego mechanizmu - w przypadku jej egzemplarza pomogło, mój pozostał niewzruszenie zepsuty.
Nie zmienia to faktu, że - oczywiście, Garnier jest bardzo fajnym balsamem - Palmer's to mój nowy faworyt pielęgnacyjny.