Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ange ou demon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ange ou demon. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 września 2012

Pachnąco...

Trendy jesienne mniej więcej znamy, a co ze stałymi elementami każdej jesieni? Zmieniamy produkty pielęgnacji twarzy (jacyś chętni na kwasy?), garderobę... i zapachy.  Ta pora roku jak dla mnie kojarzy się z lasem i grzybami (mało romantycznie), butwiejącymi liśćmi (jeszcze ciekawiej) i wilgocią w powietrzu. Ale nuty w perfumach lubię te same od kilku jesiennych sezonów.
Zaczęło się od drzewno-korzennych Sensuous od Estee Lauder. Pokochałam je jak tylko się pojawiły, mam do tej pory. Po krótkim romansie z ich nowszą wersją Noir (bóle głowy), wróciłam do klasyka, a potem odkryłam troszkę podobną wersję wytrawniejszą...
Padparadscha firmy Satellite to zapach niszowy, na pewno przez to, że nie jest łatwo go dostać w perfumeriach. Jest też specyficzny. Jak dla mnie ma w sobie coś z Sensuous, ale na pewno bez jego miodowej i słodkiej otoczki. Do tego bardzo dużo pieprzu i według mnie - dymu. Design butelki trochę kojarzy się z orientem, może to sugestia nasuwająca się dzięki nazwie - Padparadscha to nazwa szafiru pochodzącego ze Sri Lanki, w odcieniu pomarańczu lub różu.
Powielające się w tych dwóch zapachach składniki to pieprz, drzewo sandałowe i ambra.








Kolejny zapach jest bardzo kobiecy i - mówiąc szczerze - odurzający. Mowa o Idylli Eau Sublime od Guerlain. To również moja miłość od pierwszego spotkania, bardzo niezrozumiała przez moich znajomych. Może się bowiem kojarzyć z babcinymi wodami kolońskimi sprzed kilkudziesięciu lat.
Jest w niej róża. Róże. Dużo róż. Trochę owoców, ambra... i róże :) Nie wydaje mi się, żeby był to bardzo komercyjny zapach, ale ma w sobie to coś.








I znowu Guerlain. Piękna butelka, ciekawa zawartość. Z tym zapachem musiałam się oswoić, jest inny, niż wszystko. Na mnie brzmią praktycznie tylko nuty hesperydowe, zielone i świeże, ale dołączona do nich wanilia sprawia, że mimo świeżości jest w tym zapachu słodycz i nawiązanie do klimatów orientalnych - bo Shalimar to właśnie Orient. I o ile tą wersję lubię, to ta wcześniejsza jest dla mnie nie do zaakceptowania, choć butelka jest piękna ;)









A na koniec kwiatowy słodziak o długiej nazwie - Ange ou Demon Le Secret elixir. Zawiera dość dużo cytrusów, jednak dodatek jaśminu, paczuli i wanilii sprawia, że zapach jest intensywny i zmysłowy. Używałam go również zimą, stąd jest najbardziej wyeksploatowany ze wszystkich. Jest też niewymagający, zawsze się z nim dobrze czuję, co w przypadku trzech poprzednich nie jest takie oczywiste.

Zapachy te idealnie nadają się na chłodniejsze dni, do swetra i cieplejszego szala (kolejny jesienny must have). Kto wie, jaki zapach będzie następnym ulubieńcem na jesień. Mam już pewne typy...