niedziela, 29 września 2013

co słychać? Kate Bush


www.paigejoanna.co.uk

Piękna kobieta o ciekawym głosie, ta sama, która z Peterem Gabrielem zalecała, żeby się nie poddawać ;) Na dziś - 'Running up that hill'


Zazwyczaj podkreślała mocniej swoje cudne usta, oczy jedynie akcentowała kredką, czasem szalała cieniami pod brwią, jak to w latach 80-tych bywało... :)

guardian.com

thetimes.co.uk

<3

czwartek, 26 września 2013

Się działo :)



Foto: Anna Huzarska
Model: Kinga Waszak
MUA: Marta B. Studio

<3

Na oczach m. in. Maybellinowy 24 hours Tattoo. Cudo!

wtorek, 24 września 2013

Natura natura natura - niby ze skeczu Mumio :)

No i poszłam ja tam :) i odwrotnie do Obsession, która miała problem z wyegzekwowaniem rabatu, kupiłam Tatuaże za 13 zł. A było ich cztery :) 






Biała perła, miałam nadzieję, że będzie bardziej kryjący. Myślę jednak, że jako jasna baza pod kolorowe cienie będzie działać dość dobrze. 


Matowa czerń, na zbliżeniu wygląda jakby miała granatowe drobinki, w rzeczywistości ich nie zaobserwowałam...Testy dodatkowe niedługo ;)


Turkus/niebieski, który chciałam najbardziej ze wszystkich. Mocno iskrzący, ładnie kryje. A chciałam go dlatego:


 :)


A to złośliwiec, który jeszcze bardziej sprawił, że tęsknię za latem... niby brąz, cieplutki, a do chłodniejszych typów też pasuje. Lekko srebrzysty, a z brązową bazą... Na razie faworyt.

 

I nałożone. Konsystencja wydaje mi się przyjaźniejsza niż innych cieni w kremie (np. MUFE), ale to też trzeba zweryfikować. Dam im trochę czasu, zobaczymy, jak się odwdzięczą ;)

piątek, 20 września 2013

O kredkach słów kilka...

W oczekiwaniu na nowe wersje ukochanych kredek, które już opisywałam (tak, tak - są już dwa nowe żelki z Avonu, kolejny turkusopodobny i fioletowy) pokażę Wam nowe cuda, które dołączyły do mojej kolekcji ;) Byłam w Sephorze akurat w trakcie akcji 2+1 czy 3 za 2...jakoś tak. Skusiłam się na kilka kolorów.



Konsystencja jest przyjemna, trochę jak żelki z Avonu. Różni się trochę w zależności od formuły. Mamy tu maty, perły, shimmery i metaliki. Kolory są szalone (i nie tylko, znajdziemy też również barwy podstawowe, czerwień, żółty...).  

Od góry: 01 Black Lace - Matte, 24 Surfer Babe - Shimmer, 15 Flirting Game - Shimmer (moja <3), 32 Tango Night - Glitter, 29 My Boyfriend's Jeans - Shimmer. Trwałość jest genialna, trzeba z tego względu szybciutko rozcierać, bo zasychają błyskawicznie. Nie tracą przy tym koloru. 
Szczerze mówiąc - wydają się tak samo dobre, jak kredki MUFE - ale może jestem uprzedzona, czasem nie lubiłam nimi malować... ;) W każdym razie Sephora kosztuje 1/3 MUFE (29 zł do 89 zł). Avonowe Super Shocki też wrzuciłabym do porównania, gdyby miały większą ilość kolorów i lepszą dostępność... ;)

środa, 18 września 2013

Znowu, znowu, znowu - Fashion Week w NY

Skończył się też ten w Londynie, teraz szaleństwo ogarnie Mediolan... Paryż na koniec. Jednak w pierwszym tygodniu mody było już troszkę perełek makijażowych ;) 

Akcent na oko - mocniejszy lub mniej, jednak zazwyczaj była to ulubiona cecha, podkreślana przez makijażystów. 
 

Martin Margiela w trzech kolorach (był również czarny) i graficznych formach. 


Wiosenny Jeremy Scott - cienie w odcieniach różu i fioletu, z lekkim połyskiem wyciągnięte w kocie oko, z odrobiną połysku na środku powieki.

 

The Blonds i czterokolorowa graficzna kreska - niebieski po wewnętrznej stronie powieki, czarna kreska przy rzęsach, żółta na powiece i cielista w zagłębieniu powieki. Do tego proste brwi i "nudowe" usta.


 Eteryczny błękit na wybiegu Badgley Mischka.



Limonka na powiekach modelek Costello Tagliapietry - cudo!


Alexandre Herchcovitch - najpiękniejszy jak dla mnie, genialny w swojej prostocie - lekko opalona skóra, różane usta i absolutnie matowy grzybek na oczach - coś jak Copperplate...


Lekkie i cieliste zaznaczenie powieki - Donna Karan.



Morela w zagłębieniu powieki i ciemna kreska przy rzęsach - Sally LaPointe.



Ciemne oko w wersji glossy - Cushnie et Ochs





Tu akcentem na oczy można nazwać lekko otwartą w kącikach czarną kreskę, ale show kradną raczej wiosenno-zielone włosy :)

Akcent na usta - zwykle mocniejszy kolor łączono z cienką kreską w rzęsach, czystą lub jasną powieką, albo świeżymi, zarumienionymi policzkami.


 Prabal Gurung i oranż w wersji matowo-satynowej.


Monique Lhuillier i matowe, czerwone usta w wersji modern - mocne brwi i czysta powieka, do tego zaznaczony kontur policzków i świetlista skóra. 


Typowo "francuska", rozjaśniona powieka, satynowa stonowana czerwień na ustach i idealna skóra - klasyka u Altuzarry


Świeży połyskliwy koral na ustach i policzkach,delikatne rzęsy - wiosna w pełni u Desigual.



Na koniec coś, czego nie da się zaklasyfikować - koszmarek z wybiegu Thom Browne, wykonanie mistrzowskie, całość zdecydowanie przerysowana ;) nie wiem, co projektant miał na myśli... ;)


Powyższe makijaże to dzieło artystów MACa, zdjęcia pochodzą z tumblra. Które trendy będziecie uskuteczniać? :)



niedziela, 15 września 2013

co słychać? Sting na nowo

Nie wiem, czy słyszeliście, że przyszły poniedziałek jest dniem, w którym poznamy nowe oblicze Stinga - jednego z moich ukochanych muzyków. Nowonagraną płytę podobno będzie można kupić już w najbliższy piątek. W trójkowej "Sieście" Marcin Kydryński prezentował dwie nowe piosenki, od jutra natomiast, Trójka odkryje pięć utworów, po jednym każdego dnia. 
Dziś zapowiedź albumu 'The last ship', płacząca piosenka o poruszającej treści, 'Practical Arrangement'. Coś czuję, że to będzie kolejna rewelacyjna płyta...



Możemy tylko żałować, że nie mieszkamy w Nowym Jorku, gdzie maestro będzie grał mnóstwo koncertów promujących, musimy cieszyć się tym, co możemy usłyszeć tu :)
Będę polować.

czwartek, 12 września 2013

Czym kuszą perfumerie...

No i znów mamy jesień. W mojej skrzynce na listy znalazłam ostatnio dwie próbki nowych zapachów. Po krótkich testach stwierdziłam, że oba nadają się na nadchodzącą porę roku. Faworyta już mam ;)

Pierwszy przyszedł nowy Marc Jacobs. Tym razem odsłona w czarno - żółte prążki, z małą skrzydlatą perłą na korku. Wiadomo, leci jak do miodu ;)



Po zapachu Oh Lola, Dot, Daisy, Lola - to kolejna odsłona życia ogrodowego ;) były biedronki i stokrotki, teraz mamy pszczółkę.
Zapach zdecydowanie pozytywny i radosny w odbiorze - i jeśli chodzi o PRowski ubiór - kampanię, opakowanie, kolory, opisy, jak również zawartość fikuśnej butelki. 


Składowe nuty to
głowa: gruszka, mandarynka i garść soczystych owoców
serce: kwiat pomarańczy, nektar z brzoskwini, wiciokrzew
baza: miód, złota wanilia, delikatne drzewa



Bardzo mocno czuć w tym zapachu owoce - brzoskwinię, pomarańczę, później także gruszkę... do tego miód. Ale wszystko przełamuje świeża nuta, której nie jestem w stanie nazwać. I ta nuta tak mi nie pasuje, że Honey nie zostanie moim ulubieńcem :) muszę jednak przyznać, że i trwanie na skórze, i intensywność jest bardzo dobra. Uważam, że ten zapach jak najbardziej nada się na jesień, szczególnie dla osób, które ciężkich aromatów na sobie nie znoszą. Znalazłam jeszcze film, który miał ilustrować nowy zapach. Jest dla mnie tak abstrakcyjny i nie-w-mojej-stylistyce, że jeszcze bardziej straciłam serce do zapachów od MJ :D

Skoro nie Honey, to wiadomo, że "mój" zapach pojawi się teraz. 


Saszetka przyszła zawinięta w kopertkę, wklejoną w ulotkę. Nie wywołała szybszego bicia serca, ponieważ w stronę zapachów Armaniego nigdy nie czułam specjalnego entuzjazmu - ani Mania, ani Acqua di Gioia, ani Diamonds... Jednak zacznijmy od ulotki. Pojawiła się na niej ambasadorka zapachu, filmowa Galadriela, Cate Blanchett. 


W pierwszej chwili pomyślałam, że kiedyś już miała "swój" zapach, ale nie - Cate jest twarzą marki pielęgnacyjnej SK-II, to jednak pierwszy zapach który firmuje (jeśli się mylę - dajcie znać).


Bloter jest przyklejony do mini-ulotki, będącej wizualizacją zapachu. Składana ulotka ze zdjęciami Cate i wypisanymi ideami, z którymi ma kojarzyć się zapach, jest całkiem dobrym pomysłem ;) 
Sam zapach klasyfikowany jest jako szyprowy (kiedyś - mający przypominać zapachy Cypru), podobnie jak np. Miss Dior Cherie. 

Składniki kompozycji to:
głowa: liść czarnej porzeczki
serce: frezja, róża
baza: wanilia, paczula, ambroksan, nuty drzewne

Po samej liście składowej jestem kupiona - porzeczka, wanilia, frezja z różą, drzewo i paczula... wszystko kocham ;) 
Zapach jest bardzo słodki. To złożona kompozycja - ciepła, otulająca i elegancka równocześnie. Trudno jest wnioskować długość utrzymywania na skórze na podstawie aplikacji z blotera ;) więc nie będę się o niej wypowiadać. Pewne jest, że trzeba spróbować, zanim kupi się perfumy, bo każdemu podoba się co innego. Chcę tylko powiedzieć - warto zainteresować się akurat 'Si' :)

wtorek, 10 września 2013

Pat&Rub z pomarańczą :)


Piling do ust od Kingi - kupiłam go, żeby być przygotowaną na każdą ewentualność ustną. Dobrze przygotowane usta mogą znacznie przedłużyć trwanie pomadki. Owszem - można zrobić piling do ust z miodu i cukru, ale miałabym problem, żeby zapakować go w szczelne opakowanie i używać na klientkach (jestę lenię, wolę gotowce ;)).


Idealnie byłoby nałożyć go na chwilę, dopiero później zacząć go ścierać, na koniec zmyć, jednak ponieważ podczas nakładania trochę się sypie, nie miałam do tego cierpliwości. To cukier i olejki, ma prawo się sypać ;) Mimo szybszego stosowania dobrze radzi sobie ze ścieraniem suchego naskórka i jego natłuszczeniem - szczególnie w przypadku ust narażonych na zapodziany Carmex, niewielką ilość wypijanej wody (zło) oraz zmienną pogodę. Myślałam, że zapach będzie bardziej jak skórka pomarańczy, tutaj jednak jest jakby rozrzedzony. Trochę szkoda, ale z drugiej strony - lepiej mniej niż za dużo ;), szczególnie dla tych, którzy nie lubią mocnych aromatów na twarzy... :)

niedziela, 8 września 2013

co słychać? w kolorach

Jeden z klipów, który pamiętam sprzed paru lat. Zrobił na mnie wrażenie scenografią, muzyką - trochę też, aczkolwiek teraz po latach rzadko słucham tego utworu. Lubię popatrzeć na początki pewnej gwiazdy... :) Mimo lateksu z końcówki lat 90-tych i trochę dziwnej choreografii... Ale nie czepiajmy się :)


Myślę, że stąd wzięło się moje zamiłowanie do monochromatyczności :D

spokojnego!

piątek, 6 września 2013

Estee Lauder love...to be :)

Jedna z moich ukochanych kredek jest ze stajni EL. Dołączyła ostatnio do niej moja pierwsza "piątka"cieni Pure Color - Film Noir.


Opakowanie jest bardzo ladne, ale średnio praktyczne. Niestety na złotej, błyszczącej powierzchni, odbijają się ślady palców. Do tego, bardzo ciężko jest otworzyć opakowanie - jest to niemożliwe jedną ręką (przetestowane). Zawartość jednak wynagradza braki opakowania. Na zdjęciu nie ma aplikatorów dołączonych do palety, bo zrobiłam z nimi to, co ze wszystkimi pacynkami, które są wrzucane do opakowań. Siuch do śmietnika :)


W środku jest klasyczna, bardzo dobrze napigmentowana czerń (matte, jak zapisano na opakowaniu). Co jest dla mnie logiczne - to najmniejszy cień w palecie. Dookoła niej mamy również czerń ze srebrnymi, dość dużymi drobinami (metallic), złoty, średni brąz (w gatunku MACowej Patiny, której nigdy za wiele - satin), delikatna, srebrna szarość z malutkimi drobinami (shimmer), i satynowa biel (shimmer). Konsystencja jest masełkowa, pigmentacja - bardzo porządna (nie widać tego może na swatchach poniżej, ale kolory są bardzo dobrze widoczne już po jednym maźnięciu). Opisy EL z opakowania są trochę mylące ;)


Czegoś takiego potrzebowałam do klasycznego smoka. Wszystko w jednym miejscu, szarość, grafit, czerń i kontra w postaci starego złota. Trwałość jeszcze musi zostać dokładniej skontrolowana, jednak jestem pewna, że będzie idealna (po doświadczeniach z pojedynczymi cieniami EL).
Znacie? :)

niedziela, 1 września 2013

co słychać? Agnes Obel


Piękna Dunka, mieszkająca w Berlinie. Nowe odkrycie - fortepian i ciepły głos, myślę, że jej muzyka będzie idealna na jesień, na zastępstwo Evy Cassidy...



Co Charlotte ma w swojej sieci ;)

Podobno ma nastąpić 'launch' na miarę Illamaski sprzed paru lat. Już teraz w Selfridges można zakręcić kołem fortuny, dać się pomalować i wygrać próbkę Magic Cream - na bazie specjalnej receptury jednej z największych sław makijażowych - Charlotte Tilbury.


Teraz na jej blogu można zobaczyć licznik - zostało trochę ponad dwa dni do oficjalnego początku nowej marki makijażowej. Idea jest prosta - Charlotte stworzyła 10 wizerunków, każdy otrzymał nazwę. Na bieżąco będzie przedstawiać sposób wykonania makijażu i historię, kryjącą się za każdym z nich.


Dodatkowo wszystkie makijaże są wykonane na jednej modelce. Więc nie ma sytuacji, że coś nie pasuje ;)
Linia jeszcze nie wyszła, jednak można w sieci spotkać swatche niektórych kosmetyków. Myślę, że jakościowo będzie świetna, zważywszy że prace nad nią trwały ok. 10 lat. Ci którzy zdecydowali się na zrecenzowanie produktów stwierdzili, że jest to linia skonstruowana z niesamowitym zrozumieniem zarówno samego procesu makijażu, jak i potrzeb klientek oraz wizażystów. Będzie to pewnie skutkowało odpowiednią ceną. Niestety nie wiadomo, kiedy marka CT pojawi gdzieś poza UK.

Ja odnalazłabym się jako Uptown Girl. A Wy? :)