piątek, 30 listopada 2012

Jak się robi porządek?


Każdy produkt wytarty i wysuszony, kosmetyczki wytarte, wszystko poukładane i posortowane.  Ale zanim się to zrobi...



 

czwartek, 29 listopada 2012

wtorek, 27 listopada 2012

Widoki, widoki...

Wczoraj, dziś i jeszcze przez dwa dni jest taki:


I nie mam czasu na nic. Ale niedługo pokażę zużycia, będzie okazja do dłuższego posta ;)

poniedziałek, 26 listopada 2012

Alex Box po raz kolejny

Przeglądając listopadowego tureckiego Vogue zupełnie zapomniałam o sesji beauty, której autorkę błyskawicznie poznałam bez szukania nazwiska. Alex Box - bo o niej mowa - pojawia się również z tymi zdjęciami w Vogue z Włoch w sierpniu (grrr...).
(zdjęcia stąd)






Nie do pomylenia. Bardzo charakterystyczny wykrój ust, graficznie podkreślone policzki i mroczny klimat. Uwielbiam!


niedziela, 25 listopada 2012

co słychać? Mahogany Sessions

Dzisiaj bez zbędnego tłumaczenia wynalazek mojego Brata, Mahogany Sessions na youtube.com.  Ja wrzucam trzy ulubione:

Bastille - Bad Blood - tylko ta wersja, kocham improwizacyjnie wyglądające kawałki!



The Staves - Mexico - piękne trzygłosowe utwory, nie można nie kochać ;)


I wariaci z Castlecomer, w utworze Rosie, z fenomenalną statystką od choreografii :)


Serdeczne polecam, ostrzegam, że jak zaczniecie słuchać, to szybko nie skończycie. Akustyczne nagrania dają nadzieję, że oprócz sztucznych gwiazdek jest jeszcze na świecie Muzyka przez duże M. I ta radość z grania...


zakupy ;)

Jakoś ostatnio długo nic, a jak już zrobiłam, to ładne. Przy okazji dowiedziałam się, że "moją" hurtownię przenoszą z pl. Hirszfelda w kosmos (ul. Pułaskiego).
No i w końcu kupiłam cień, na który czaiłam się chyba ze trzy miesiące :) zielony, groszkowy i satyno-perłowy wypiekaniec z Flormaru (cień terracotta matowy nr M105) - piękniak!


Do tego trzy wkłady kryolanowego Ultrafoundation (do trzech, które mam) i paletę aluminiową do nich. Oprócz tego zrobiłam zabójcze zapasy gąbeczek, 6 opakowań po 20 sztuk. Kupione na Allegro. Póki co zapasy uzupełnione.

piątek, 23 listopada 2012

obrazkowo



Zaczęło się spokojnie, sesją jedną z wielu ;) A później 28 godzin w samochodzie,1700 km przejechanych, brak snu. Wszystko zamknięte kompozycyjną klamrą - sesją, ale o niej będzie kiedy indziej...
Dobranoc!

wtorek, 20 listopada 2012

Nie mogłam się powstrzymać...

Trochę mi się chyba konwencja zmienia, z bloga urodowego w bloga muzycznego, ale jak w tytule - nie mogę się powstrzymać. Kolega podesłał linka z perełką. Piosenka ma wszystko, co kocham: gitarę, rytm, który powoduje, że chce się wstać i biec, a w teledysku najpiękniejszy taniec świata (oczywiście, według mnie): Flamenco.


Potem pomyślałam, że przecież jest mnóstwo kosmetyków, które nawiązują do tańca z Hiszpanii. I owszem, jednak zazwyczaj są to kosmetyki ze starych/niedostępnych kolekcji. Zainteresowanie spadło? 
Jedyne, na co trafiłam, to pomadka NARS Sheer Lipstick w kolorze - tak - Flamenco:
 oraz lakier Pink Flamenco (odwołanie do flaminga jest oczywiste) z kolekcji OPI España.



Może ktoś ma ochotę kupić mi szal? Bagatela 345,50. Euro. :)

http://esflamenco.com/en/manton-de-seda-natural-modelo-malaga


poniedziałek, 19 listopada 2012

...powiew Turcji :)

Tak sobie oglądam... dostałam tureckiego Vogue z miesiąca Kasim ;) i znalazłam kilka ciekawostek:

Małgosia Bela z piękną, złotą biżuterią...


...psem....


...i KAWĄ!!! :D z matową, czerwoną szminką - cudo! Paznokcie pomalowane zgodnie ze "starożytną zasadą" takiego samego koloru na ustach i paznokciach. Lubię taki trend.



Cudne usta pojawiają się w całym numerze, poniżej również ze złotym naszyjnikiem, który - mówiąc przy okazji - jest przepiękny <3


W dziale uroda nasi byli również. Paletka Inglotowa Freedom kosztuje w Turcji 65 lir tureckich.


No i w Turcji pokazują też linię makijażową Toma Forda. I Urban Decay, i NARSa...a u nas jak ich nie było (oprócz UD, of course), tak nie ma. Buu...


niedziela, 18 listopada 2012

Bits & Pieces - Margiela w H&M

Zapowiedzi jak dla mnie wypadły blado. Naszyjniki w formie zapięcia breloków... hmmm... Aż do teraz w ogóle nie interesowała mnie ta kolekcja. Jednak przeglądając ją dziś, widzę wiele kąsków, na które chciałabym polować w czasie wyprzedaży. Moi faworyci poniżej (zdjęcia z fashionologie.com).




Sylwetki są bardzo w moim stylu, dużo dołu, mniej góry, szerokie spodnie, asymetria, nieoczywistość...



 A tu pojedyńcze egzemplarze. Czerwona sukienka jest po prostu idealna. 

 Cen nie wklejam, bo są zabójcze ;) Dodam tylko, że zrobiło się inspirująco.





Co słychać? Diana Krall

Przyjechała do Wrocławia w ramach trasy promującej 'Glad Rag Doll'. Nie jestem (właściwie nie byłam) jakąś szaloną fanką, ale Diana przekonała mnie do siebie, swoją otwartością, zachrypniętym głosem i fenomenalną muzykalnością. Ale co ona robiła, grając koncert w dniu swoich urodzin?? Na pewno miło jej się zrobiło, jak usłyszała śpiewane przez widownię 'Happy Birthday' ;)

Koncert w sam raz na jesienny wieczór. Dużo spokojnych ballad, kilka klasyków... idealnie. 
W ramach prośby od organizatorów i wokalistki, pohamowałam się przed robieniem zdjęć (tak, wiem, nudna jestem ;)) Na szczęście można spokojnie znaleźć filmy z tej samej trasy - choćby po to, by zobaczyć, jak piękna i dopracowana była scenografia i wyświetlane w tle animacje. Wszystko nawiązywało do lat 20. ubiegłego wieku, opierało się o bogate odcienie fioletu, purpury, granatu, czerwieni i złota. 
A do posłuchania 'So nice', które podbiło moją playlistę i już zaczyna wkurzać wszystkich oprócz mnie - przez zbyt częste słuchanie ;) ale jest takie...filuterne? :D
 

Bardzo serdecznie polecam, szczególnie do koca, ciepłej herbaty i jako jesienne tło dźwiękowe.

piątek, 16 listopada 2012

A dziś...

...był dzień pełen wrażeń ;) Najpierw podziwiałam świat (no dobra, Wrocław) z 13. piętra...






...potem było muzycznie. Więcej informacji wkrótce ;)

Kolor na dziś: oliwka

Dwa cienie na dziś: kremowy i prasowany. Oba połyskujące, oba oliwkopodobne.
MAC Greensmoke nie należy do moich ulubionych - jest mocno ziarnisty, uwielbia się osypywać, jak na mój gust jest zbyt suchy i zbity. Nie jest to typowa oliwka, nazwałabym ją chłodną, z lekko srebrzystą, szarą bazą. MACowe "imię" jest dość trafne ;)

Na zdjęciu od góry: MAC Club, MAC Greensmoke, MAC Flourishing



Na drugim biegunie temperaturowym w moim kufrze jest oliwka ze złotym podbiciem. Epatant od Chanel to kremowo-musowo-piankowe cudo. Nakłada się jak marzenie, połyskuje przepięknie i trzyma się całkiem dobrze. Nie zauważyłam, żeby drobinki migrowały. Nie dajcie się zwieść - na zdjęciu widać złoto, w rzeczywistości ma ono jednak ten zielonkawy ton. Uwielbiam nadawać nim połysk na środku ruchomej powieki, na koniec makijażu w brązowo-zielonych tonach. 
Który wybieracie?


czwartek, 15 listopada 2012

Na kwaśno

Dałam się zakwasić ;) Jesień przyszła, a że nadarzyła się okazja...

(zdjęcie z clarena.pl) 


Zabieg Frost Peel II jak dla mnie - laika działa tak, jak inne zabiegi kwasowe. Niweluje pory, zmarszczki, redukuje przebarwienia, itp. Jest to drugi stopień "mocy" złuszczania za pomocą tego preparatu. Było to czuć ;)
Moja skóra jest w miarę zaprawiona, Effaclarem K, Duo i Avene i Cleanance K, ale i tak pieczenie było  mocne, szczególnie na policzkach (trochę mniejsze na czole i żuchwie, minimalne na szyi i żadne na dekolcie). Teraz przez miesiąc muszę uważać ze słońcem (filtry SPF50) i nawilżać/natłuszczać skórę (opalanie - logicznie - zabronione). Mój zestaw planowy: 

Póki co Oilatum wchłania się błyskawicznie, nawet nakładane kilka razy dziennie. Do czego to doszło, przecież to taki tłuścioch... ;) Skóra jest napięta, najgorsze dopiero przede mną... złuszczanie... :( 

to be continued ;)

środa, 14 listopada 2012

Wrocławianki na kawę! Giselle

Dziś nietypowo. Będzie niezawiniona reklama :) Odkryłam cudne miejsce. Nie, nie sama, w zasadzie odkryła je przede mną Gosia. A że byłam dziś w okolicy... ;) 
W tej okolicy zazwyczaj wpadam na muffina/cupcake'a z kawą do Muffiniarni, ale dziś było inaczej. Weszłam po trzech schodkach do nieoznakowanego jeszcze lokaliku i znalazłam się w Paryżu :) Giselle to ceglane ściany, biało-czarne elementy wystroju, eleganckie fotele... Kelnerki w białych koszulach. Od razu pomyślałam - tu będzie drooogoooo (tak, tak, mentalnie jestem Szkotem ;P)... ale twardo zaczęłam zamawiać.
 zdjęcie z przyczajki :D ciągle się krępuję...

Po kilku perypetiach (nie mieli terminala, a ja gotówki, na szczęście bankomat jest niedaleko) zasiadłam nad podwójnym espresso macchiato i croissantem, do którego mogłam wybrać sobie dżem, krem i powidła (ze stolika nieopodal). Wcinając zorientowałam się, że w menu są również śniadania (francuskie, Giselle, itp. - do pieczywa jest jajko, dżemy i różne rodzaje pieczywa). Pomysł rewelacja!
 
Bardzo serdecznie polecam, wszystko pyszne i niedrogie - mój zestaw to 12 zł - a klimat...bezcenny. W tle lecą francuskie hity z lat od 20. do 60. a na ścianie zawiśnie jeszcze wieża Eiffla - Giselle istnieje na mapie Wrocławia od soboty, jeszcze nie zdążyli powiesić ;)
Mniam!


wtorek, 13 listopada 2012

Make Up For Ever love?

Nie wiem dlaczego lubię tą markę, skoro jedyne produkty, które kocham bezwarunkowo to cienie prasowane, podkład HD, maskara Smoky Lash i pędzle do linera i brwi. Resztę lubię, z drobnym "ale". 


Cień w kremie flash - kolor Silver, jeden z elementów wymarzonej przeze mnie Flash Palette 
 (zdjęcie z sephora.com)
MAKE UP FOR EVER - 12 Flash Color Case
Cień jest nietrwały, ale dający bardzo ładny efekt. Jako baza na krótkie dystanse, produkt wielofunkcyjny - do ciała również. Miękki i przyjemny w nakładaniu. Produkt raczej pro, raczej do zdjęć.

 Aqua Cream, produkt kultowy, bardzo znany, kochany przez wiele osób. Kolory ma niesamowite, różne faktury i efekty końcowe. Za to je lubię. Za co nienawidzę? Po pierwsze - za "suchość" i problematyczność nakładania pędzlami, po drugie - za błyskawiczne schnięcie. Błąd przy nałożeniu skutkuje zmywaniem, jeśli nie całego, to przynajmniej części makijażu, a tego absolutnie nienawidzę, bo po takim zmyciu wszystko się klei, rozwarstwia i babrze. Jeśli już je nakładam, to na bazę (prewencja - na mnie prawie nic nie trzyma się długo) i za pomocą palców. Rozprowadzają się wtedy jak masło, jednak trzeba je szybko rozcierać. Jeśli nie uda nam się zrobić tego zanim wyschną, powstałe krawędzie i ostrości będzie bardzo ciężko zamaskować. 



 Na zdjęciu: Aqua Cream 2 (typowy grzybek, niektórzy mówią, że jest kremową wersją MACowej Sweet Sienny), 5 (najjaśniejszy - subtelny szampan), 10 (pomarańcz z lekką złotą opalizacją), 16 (lekko różowe, połyskujące perłą złoto) i 21 (niebieski ze srebrzystą poświatą). 

 Trochę swatchy: od lewej, górny rząd Glitter 13 (multikolorowy, drobny glitter, trochę jak MACowy 3D), Star Powder no 929 (na amerykańskiej stronie Sephory sa nazwy, ten to Bronze Khaki), Star Powder 944 (White/Turquoise, biały proszek z bardzo mocną, mietowo-turkusową opalizacją), Star Powder 953 (nie ma na stronie Sephory, nie ma na stronie MUFE - delikatna, opalizująca na różowo brzoskwinia - cudo).
dolny rząd: Aqua Cream 21, Aqua Cream 10, Aqua Cream 5, Aqua Cream 16, Flash Color Silver.


 Porównanie Aqua Cream 2 i MAC Pigment Sweet Sienna. Jak widać Sienna jest bardziej ciepła, złotawa, Aqua Cream mimo że ma podobną bazę, wpada lekko w srebrne tony.


 
 Dwie pomadki, które mam to Rouge Artiste Natural w kolorze N39 - zdjęcie u góry trochę ją wybłyszczyło, konsystencja raczej jak na dolnym zdjęciu, jest to satynowy rozbielony pomarańcz, lubi podkreślać suche skórki, nałożona w dużej ilości wygląda nienaturalnie. W ilości rozsądnej, lekko wtarta w usta, jest piękna. Obok niej Rouge Artiste Natural z limitowanej kolekcji La Boheme, w kolorze Folk. Tu efekt jest raczej jak na górnym zdjęciu, lekko połyskujący koral. Nie jest to moje ulubione wykończenie pomadek w wersji Natural. Mam wrażenie, że po nałożeniu tworzy nieprzyjemną warstwę na ustach, ma małą przyczepność, dodatkowo może nakładać się nierówno, widać to na dolnym zdjęciu. 
Dalej kredki Aqua Eyes, które podobnie jak wszystko - bardzo lubię. Jednak praca nimi na kimś potrafi wykończyć mentalnie. Podobnie jak Aqua Creamy schną bardzo szybko, przez co roztarcie ich do zamierzonego stopnia jest niemal niemożliwe. Są również bardzo trwałe, więc najczęściej używam ich do robienia kresek. Bez, lub z minimalnym roztarciem. Od lewej: 16L, 2L, 0L, 8L, 9L.


 W kufrze mam jeszcze HD Elixir, czyli serum nawilżające, które potrafi czynić cuda, jednak nałożone w ilości większej niż minimalna lubi się zrolować. Tak samo rolować lubi się zielona baza, którą bardzo, ale to bardzo lubię - naprawdę działa niwelująco na zaczerwienienia, dodatkowo chłodzi - ale tak samo - trzeba uważać z ilością.
Przetestowałam również mleczko do demakijażu Sens'Eyes - genialny produkt, delikatnie ściąga nawet bardzo wodoodporne produkty. Róż i bronzer już znacie ;)

Dwie rzeczy na koniec, denerwujące najbardziej. Po pierwsze: cena. Jak na kosmetyki profesjonalne jest okrutna, porównywalna z cenami Chanel i Diora. Nie powinno tak być. 
Po drugie: dostępność w Polsce. Owszem, MUFE jest w Sephorze, tylko często w bardzo okrojonym "składzie". Dobrze, że chociaż limitowanki wchodzą do sprzedaży w Polsce ;)