poniedziałek, 14 października 2013

Jak to się robi, czyli weselne przygotowania dla sprinterów

Czasu było mało, próbuję nadrobić zmiany w rzeczywistości :) A w tym wszystkim ważne wesele... Łączny czas przygotowań mógł obejmować jakieś 2-3 godziny, nie licząc wizyty u fryzjera i pierwszej profesjonalnej koloryzacji (czyt. farbowanie moich siwych zakoli, które to - koniec końców - przybrało dość ciekawą formę włosów ombre :P). Oczywiście, taki ułamek doby nie mógł spowodować, że będę nagle wyglądać cudnie. Szczególnie, że z pracowo - prywatnego biegania wynika pewna prawidłowość - po dzwonku budzika nie mam pewności co do posiadanego imienia i nazwiska. Wizyta w Rossmannie zakończyła się zakupem trzech saszetek, które z moim dobrym kolegą Yoskine miały uczynić ze mnie gwiazdę (oczywiście bez przesady, w końcu to nie moje wesele :)...).
Po peelingu szafirowym przyszedł czas na maskę z kwasem AHA - Perfecta DAX maska na twarz, szyję i dekolt z aloesem. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie zrobiła czegoś po swojemu. Maska ta jest polecana do stosowania na noc zamiast kremu. Jednak ja wolałam na noc nałożyć mojego pewniaka - Effaklar Duo, maska miała być takim dodatkiem, powiedziałabym może, że efektem placebo.
źródło


Została więc na twarzy jakieś 20 minut podczas kąpieli, po czym została zmyta (nie lubię zostawiać masek bez ich późniejszego zmywania, odnoszę wrażenie, że mam brudną twarz). Skóra została dobrze oczyszczona i rozjaśniona, nie zaobserwowałam szczególnych dolegliwości związanych z głównym składnikiem aktywnym. Co więcej - pomyślałam, że to bardzo skuteczny produkt.
Jak wyżej wspomniałam - następnym krokiem był Effaklar. 
Niestety wiedziałam, że się nie wyśpię - musiałam jeszcze nakręcić włosy, następnego ranka czekała mnie jeszcze 120 km przejażdżka, 5 makijaży i wątpliwy moment na zrobienie się na bóstwo (przewidywany czas tegoż wahał się od 3 do 45 minut, w zależności od tak wielu czynników, że wolałam nie myśleć). Wiedziałam, że może być ciężko, dlatego zaplanowałam wersję ekspresową, w którą wpisała się jeszcze jedna maska, również z DAXa. 


Zmęczona i niedotleniona skóra - chyba to był punkt skłaniający do zakupu maski. Może też chęć dopasowania jej do złotawych dodatków, które wybrałam do sukienki :) maska koktajlowa S. O. S. na twarz i pod oczy ze złotem i kwasem hialuronowym. Podobnie jak maska z kwasami nie wymaga zmywania, po jej użyciu można nałożyć makijaż. Silikony w składzie mają zapewne wygładzać skórę, więc bez sensu byłoby ich zmywanie. Jednak znając moją skórę i jej niespecjalne akceptowanie silikonu nie ryzykowałam zostawienia jej na dłużej niż 15 minut. Spowodowało to zmniejszenie efektów rozświetlenia i wygładzenia, jednak skóra i tak wyglądała dużo lepiej niż przed - zdrowiej, promienniej i delikatniej.

 

Maska jest połyskującym kremem, po wchłonięciu na skórze zostaje lekki blask, jak po bazie rozświetlającej. Tę maskę starłam chusteczkami, a następnie domyłam micelem.
Nie wiem który, ale jeden z poniższych składników (dwa/więcej/zestaw) spowodował pieczenie skóry podrażnionej i wysuszonej chusteczkami do nosa - bo oprócz zmęczenia przyplątało się do mnie również przeziębienie z koszmarnym katarem. 
Dla znających sprawę składników polecam listę poniżej :)

 


Reszta może być milczeniem.



Albo niekoniecznie :D Poniżej bonus w postaci kawałków sukienki, naszyjnika, kopertówki z tęczowego węża i lakieru 60 seconds firmy Rimmel, w odcieniu 500 Caramel Cupcake (leciutko perłowy, cielisty i różowawy odcień beżu - może robić "trupie ręce", ja czułam się z nim bardzo dobrze).


A na weselu wybawiłam się za wszystkie czasy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz