wtorek, 9 kwietnia 2013

Są takie dni...

...kiedy po okrutnej walce z czasem i przeciwnościami można zrobić coś zabawnego. Na przykład skorzystać ze szczęścia pewnej współlokatorki ;), i dzięki wygranej w konkursie na facebookowym profilu frmy TAG Heuer, wmieszać się w wyelegantowany tłum VIPów. Aha, dodam jeszcze o jaki event chodzi - drobiazg, turniej WTA w Katowicach :)

Świeciło słońce, kawa zaczynała budzić a krajobraz za oknem przesuwał się powoli (trochę poezji :P). 



Zaczęłyśmy od nieśmiałego przemknięcia między bufetami i lożami w holu VIP - roomu, aby pierwszy raz na żywo zobaczyć profesjonalnego tenisa na profesjonalnych kortach, z profesjonalnymi sędziami i profesjonalnymi ballboyami (i dziewczynkami od piłek - ballgirlsami? brzmi głupio) - wiem błędy stylistyczne, jeszcze ciągle jestem pod wrażeniem :) 
Tu grały Czeszki:


Skoro mam grać jak Roger, to muszę też szkolić się w teorii ;) 

Później debel Polki vs. para rumuńsko - rosyjska. Niestety - przegraliśmy :P


Dwa następne mecze miały być hitami.


Kamil Fabisiak z Frytką (Mariusz Fyrstenberg) i Albin Batycki z Matką (Marcin Matkowski) grali mecz pokazowy. Dodam tylko, że Kamil i Albin to nasi tegoroczni tenisowi paraolimpijczycy, są genialni.




Matka z Albinem


Po meczu nasz najlepszy męski debel udzielał wywiadu dziennikarzom:


A obok za pomocą magii telewizji, widzowie mogli dostrzec pana Jacka Kurowskiego, odpytującego innego znanego i temperamentnego tenisistę:


Tak, następny w kolejce meczów pokazowych miał być Jerzy Janowicz, ale niestety zdrowie nie dopisało, więc zamiast niego z Łukaszem Kubotem zagrało dwóch juniorów z Wrocławia (yes!) - Hubert Hurkacz i Szymon Walków. Swoją drogą miło, że Jurek mimo choroby pojawił się w Spodku. Bo to, że awansował wczoraj (razem z Łukaszem, Marcinem i Mariuszem) do baraży Davis Cup jest oczywiście super :)
Zanim doszło do rozpoczęcia meczu, rozgrzewkę Łukaszowi zafundowały dzieci z okołokatowickich szkółek tenisowych:


Następnie na ekranach wyświetliła się zapowiedź:




I mogliśmy podziwiać kunszt m.in. tego pana:






Niestety musiałyśmy biec na pociąg, więc przez stoiska ze sprzętem tenisowym, wydostałyśmy się ze spodka przez tajne wyjście, i między wozami transmisyjnymi pognałyśmy na tramwaj.





W bonusie - croissanty i nowo zakupiona bandana. Ha! :)

Dziś bezkosmetycznie. Ale przecież kosmetyki to nie wszystko, prawda? :)




6 komentarzy:

  1. Ah, niesamowity dzień.. ;) a to wszystko dzięki memu, nigdy nie odkrytemu, talentowi literackiemu ;D :D

    OdpowiedzUsuń
  2. ten inny znany i temperamentny tenisista całkiem słodziutki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam lubię jego głos, pod warunkiem, że nie krzyczy na sędziów ;)

      Usuń