piątek, 28 grudnia 2012

Już jest!



Teraz się do czegoś przyznam. Jestem filologiem z wykształcenia. Powinnam była skończyć anglistykę, ale z wielu powodów nie udało mi się nawet zacząć. Ale zawsze jest jeszcze uniwersytet trzeciego wieku :D
Właśnie wróciłam z kina. Hobbit przywołał bardzo dużo wspomnień. Pierwsze związane z biblioteką w podstawówce, tam pierwszy raz zetknęłam się z książką i jej autorem. Jednak dopiero wiele (?) lat później, doceniłam to, co stworzył.
John Ronald Reuel Tolkien był multifilologiem, wykładał na Uniwersytecie w Oxfordzie. Jest moim idolem, ze względu na niesamowitą wiedzę, umiejętności językowe i kreatywność. Nie wiem, czy macie świadomość, że oprócz świata znanego głównie z filmów Petera Jacksona Władcy... i Hobbita, stworzył także jego zaplecze - geograficzne, historyczne, mitologiczne i - przede wszystkim - językowe(to ostatnie właściwie dla zabawy). Namiastkę znajdziecie w trzecim tomie Władcy Pierścieni, gdzie znajduje się obszerny aneks poświęcony wszystkim możliwym aspektom życia mieszkańców Śródziemia.



Jeśli nie czytaliście książki - mam dwie ważne informacje. Po pierwsze - jest to spora dawka tekstu. Jeśli ktoś ma uczulenie na grube tomy - polecam film (chociaż został on brutalnie skrócony, o zamerykanizowaniu wątków nie wspomnę). Po drugie - bardzo istotny jest przekład. Mój ulubiony jest autorstwa Marii Skibniewskiej. Oprócz niego są chyba jeszcze dwa, które dyskwalifikuje jedna bardzo istotna rzecz (pamiętajcie, że jestem językowo zboczona :P) - dla mnie niedopuszczalne jest tłumaczenie imion czy nazwisk, których znaczenie nie jest specjalnie istotne dla akcji książki, nie zmienia jej wydźwięku. Pani Skibniewska powstrzymała się, co wyszło na dobre bohaterom. Dwa pozostałe przekłady śmieszą perełkami typu Frodo Bagosz (Frodo Baggins) czy Samlis Gaduła (Samwise Gamgee).




Przykłady aspektów świata Śródziemia

Wbrew pozorom nie jestem jakimś psychofanem, który nauczył się alfabetu runicznego i pisze nim listy do znajomych :) ale uwielbiam Tolkiena. Władcę... czytałam wielokrotnie, w liceum praktycznie za każdym razem, kiedy byłam chora i musiałam leżeć w łóżku. Może mieć na to wpływ także długość książki... ;)


Wracając do filmu, z którego premiery właśnie wróciłam - najbardziej zawiodłam się na technologii 3D. Po tym, jak w takim formacie obejrzałam Alicję w krainie czarów, nie przepadam za oglądaniem filmu w okularach ;) Przy szybszych akcjach (pościgi, lawiny, itp) widać było cięcie filmu i brak płynności. Jednak zarówno dobór aktorów, jak i pejzaże (chyba znowu Nowa Zelandia <3) były mistrzowskie.

Makijażowo - nie ma za bardzo o czym pisać. Cate Blanchett jest piękna w tym filmie. Wykazać się mogli zapewne charakteryzatorzy i graficy komputerowi, którzy oprócz "robienia" orków, na pewno majstrowali przy krasnoludzich kinolach :P

Film polecam. Ale co po takim wstępie mogłabym innego napisać? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz