wtorek, 26 marca 2013

Zoeva pierwsze testy

Jakiś czas temu dołączyłam do wspólnego zamówienia z Zoevy. Wszyscy chwalą linery w słoiczkach, ja jednak byłam odporna na linerowe wdzięki i po kilku zawieruchach dotarło do mnie zamówienie w postaci dwóch pędzli. 


Pierwsze co zauroczyło mnie na wstępie to opakowania. Każdy pędzel zapakowany jest w folię, dodatkowo w woreczek strunowy z ciemnego plastiku, do tego jest bardzo ładna etykietka z opisem zawartości (taki drobiazg, a robi dużą różnicę). 
Trzonki pędzli gabarytami można porównać z pędzlami z MACa, różnią się jednak fakturą - Zoeva ma trzonki bardziej błyszczące. 



Pierwszy pędzel to 231 Petit Crease. Długo czaiłam się na coś takiego jak 226 z MACa, do tworzenia tzw. cut crease z wyraźną, choć lekko roztartą granicą. Tak, można zrobić to innymi pędzlami, ale każdy ma marzenia :P Włosie zbliżone jest do tego w 217 i 239 z MACa, jednak jego ułożenie powoduje, że pędzel jest dość sztywny i bardzo dobrze trzyma kształt. 



Drugi pędzel - 223 Petit Eye Blender, to malutki duofibre, bardzo miękki, jednak podobnie jak 231, genialnie trzyma kształt kulki. Idealny do dolnej powieki oraz rozcierania kredki, cieni w kremie, i tysiąca innych zastosowań. 


Tak wyglądają razem :)


Tu porównanie włosia: MAC 239, Zoeva 223, Kozłowski CB 633 Kolinsky (rozm. 8), Zoeva 231, MAC 217, MAC 286 (MAC przed praniem, po delikatnym przetarciu płynem do czyszczenia pędzli ;) dlatego taki nieatrakcyjny kolor włosia).

Zobaczymy, jak będą się sprawować na dłuższą metę :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz