środa, 5 września 2012

Bits & Pieces...

Niespecjalnie lubię Inglota. Myślę, że dość dużo osób po prostu jest uprzedzonych do marki, z którą się poniekąd dorastało ;) Nie pomagały temu pogłoski o zmianach formuł (np. lakierów do paznokci), historie o wszechogarniających alergiach, itp. Czasem pojawiałam się w sklepie po parę rzęs czy klej DUO, jednak po bliskich spotkaniach z nową kolekcją pomadek chyba będę pojawiać się tam częściej...Powiew świeżości! Bryza od oceanu? :D

źródło: internet
 Muszę się do czegoś przyznać. Jestem "mieszaczem". Przy jakimkolwiek makijażu nie jestem sobą, jeśli nie zmieszam ze sobą dwóch pomadek, cieni, pigmentów... dlatego niebieska pomadka jest spełnieniem marzeń - nie dość, że będę mogła stworzyć sobie swój własny fiolet, to błękitne usta nie będą już suche od za dużej ilości pigmentu :) Mój wybór padł na szczęśliwy numer 291:



Pomadka jest bardzo kremowa, lekko perłowa, ma dość intensywny zapach. Opakowanie zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie, jest całkiem solidne, proste. 
Może dzięki rozpowszechnieniu się marki na świecie Inglot stanie się nie tylko marką promującą makijaż wearable, ale też coś w stylu Illamaski? Usta Alex Box są inspirujące:
Alex Box, dyrektor kreatywna Illamasqua
źródło: internet



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz