wtorek, 2 października 2012

Magia Chanel

Co mnie pociąga w Chanel? Nie logo, nie szpan... Historia Mademoiselle Coco jest wszystkim znana, z filmów, książek, itp. Dla mnie markę kształtuje kilka elementów, które razem z marketingowo stosowaną "niedostępnością" tworzą mimo wszystko pociągającą całość.
Najpierw - ukochany kwiat Coco Chanel - kamelia. Jest po prostu piękna, pojawia się bardzo często jako dodatek do projektów, w formie broszki, biżuterii czy ozdoby butów.
 







Na zdjęciu okładka książki o projektach i kolekcjach domu mody Chanel, z dwiema kameliami, białą i czarną - duo kolorystyczne bardzo znane każdej miłośniczce klasycznych klimatów, promowanych przez Gabrielle.
W dziale urody Chanel kamelia pojawia się jako składnik produktów pielęgnacyjnych i nazwa szminki (o pięknym kolorze).

Podobnie jak w życiu Coco, nie może zabraknąć tu mężczyzn ;) Pierwszy to kontrowersyjny ale bezsprzecznie zdolny Niemiec - Karl Lagerfeld. Bardzo charakterystyczna sylwetka (która była wzorem przewodnim zeszłorocznej świątecznej kolekcji Sephory), siwe włosy związane w kucyk, stójka w koszuli i  skórzane rękawiczki bez palców - to jego znaki rozpoznawcze. Jedna z ciekawostek, które o nim słyszałam - potrafi pięknie rysować i twierdzi, że każdy projektant musi to umieć. Do tego swoje projekty podobno koloruje cieniami Shu Uemury. Myślę, że stąd nowa kolekcja Shu: stworzona w kolaboracji z Lagerfeldem. Zawierają się w niej m. in. kultowy olejek do demakijażu w limitowanym opakowaniu, zalotka, naklejki na paznokcie i przepiękne rzęsy, widoczne na visualu:

















Jeśli chcecie wiedzieć, jak zmienić się w postać z obrazków na produktach z limitowanki, możecie obejrzeć film Nic z pixiwoo w TWO magazine. Wygląda zabawnie ;) Tak dla informacji: produkty Shu Uemury nie są dostępne w Polsce (coś nowego...).






Drugi mężczyzna związany z firmą Chanel, a właściwie całkowicie z urodową jej częścią to Peter Philips, oficjalny makijażysta marki. Nie ma zdjęcia, na którym nie miałby na sobie białej eleganckiej koszuli ;) Odpowiada on m. in. za boom na lakiery Chanel, głównie za sprawą koloru Jade. To właśnie ten lakier spowodował, że wszystkie lakieromaniaczki (i nie tylko) ogarnął szał na miętowe paznokcie. Spowodowało to też, że Chanel, słynący z klasyki: róży, czerwieni, beży na paznokciach zaczął nie tylko nadążać za trendami, co kreować je. Później był Paradoxal i bardzo często kopiowany przez inne firmy Peridot.
Jednak najbardziej uwielbiam jego makijaże z pokazów. Wszystkie wpisują się w konwencję pokazu, czy opiera się ona w danym sezonie na inspiracji morzem, czy szlachetnymi kamieniami. Najważniejsze, że zawsze potwierdzają szyk i klasykę domu mody Chanel. 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz