poniedziałek, 8 października 2012

Skrzynka z narzędziami

A właściwie pas. Pokażę Wam pędzle, które mam w swoim posiadaniu. Niektóre uwielbiam, niektóre mnie denerwują ;)

prawie wszystkie, w pasie Inglot
Pędzle trzymam w pasie, wcześniej, razem z zestawem pędzli firmy Kozłowski, kupiłam etui, które mieściło tylko pędzle z zestawu, ciężko było mi się zmieścić z resztą. Chyba nawet było skórzane, za to bardzo sztywne i mało plastyczne - ciężko pakowało się do kufra/torby. 

Te włochacze chyba każdy już zna. Pędzle Real Techniques by Samantha Chapman vel Sam z pixiwoo. Powyżej zestaw Core collection i pędzel do różu. Dla mnie hitem zestawu Core jest buffing brush (drugi od góry). Lekko zaokrąglony profil, w przekroju - okrągły. Gęste i zbite włosie jest idealne do nakładania i blendowania podkładów ze wszystkimi kremowymi produktami i skórą. Jest różnica ;) Z pędzlami nic się nie dzieje, tylko pędzel do pomadki trochę się "rozluźnił" - odstają mu włoski, które przy precyzyjnym nakładaniu ciemnych kolorów mogą spowodować katastrofę. Dlatego sięgam po niego raczej przy balsamach do ust i "nudnych" pomadkach.


Pędzle do pudru i jeden zonk :) Od góry: Kozłowski E-PB91 Powder - denerwuje mnie od samego początku, miałam go odsyłać, ale w końcu nie wyszło. Nie dość, że gubi włosie (po prawie 5 latach!), to jest najbardziej nieprzyjemnym, szorstkim pędzlem w kolekcji. Dziwię się, że jeszcze go nie wyrzuciłam...Dalej: mniejszy pędzel do pudru Kozłowski E-PB89 - ten jest w porządku, chociaż też zdarza mu się gubić włosie, nie jest to jednak tak nagminne jak w przypadku większego brata. Następny pędzel to no-name, podobno pochodzi z fabryki Smashboxa, w tym kontekście nie dziwi, że jest mięciutki jak kaczuszka ;) mam do niego jednak dystans, ze względu na to, co stało się z innym pędzlem z tego samego źródła (całe włosie sklejone razem wyleciało ze skuwki po pierwszym praniu. Był to pędzel do oczu o fantastyczym profilu, jednak nie miałam cierpliwości do robótek technicznych i pędzel poleciał do kosza). Na samym dole mój największy pędzlowy strzał w stopę. Pędzel MAC (kto by pomyślał...) o numerze 123 z kolekcji Semi Precious. Na zdjęciu widać jego jedną część - naturalne włosie. Z drugiej strony ma włosie syntetyczne, wygląda to jakby pędzel do pudru skleić z pędzlem do podkładu. Próbowałam go używać do podkładu (aplikacja i blendowanie), różu (j.w.), pudru... cały czas mnie denerwuje :)

 Tutaj są płaskie pędzle do podkładu, Kozłowski CB100 rozmiar 20 i Sephorowy fond de teint synthetique 110, oba lubię, nic nowego - klasyki. Kolejny bubel trzeci od góry: Sephora diffuseur poudre 113. Nie nałoży się nim podkładu, bo ma za luźno ułożone włosie. Do pudru jest za mały, do produktów brązująco-różujących ma za małą zdolność przyczepną - nie da się nabrać nim produktu. A blendowanie? Nie ma jak. Przypomina wyglądem duo fibre, ale warstwy włosia za mało się łączą, nie ma tu podstawowego działania - jedna warstwa nakłada, druga rozciera. Do tego linieje jak szalony. Na szczęście kupiony w promocji. Czasem (rzadko) nakładam nim rozświetlacze na twarz i obojczyki, ale wtedy muszę się liczyć ze zbieraniem włosków z modelki...


 Pędzel na samej górze zdjęcia to wielka zagadka. Kozłowski CB 824 na rączce opisany jest enigmatycznie jako 'make up brush', bardzo odkrywcze :) wygląda trochę jak pędzel malarski, jest jednak zrobiony z bardzo delikatnego i miękkiego włosia gęsto ułożonego w formę szpadla (ciężko inaczej go opisać). Nie użyłabym go do podkładu, byłoby mi szkoda. Czasem nakładam nim puder, czasem puder konturujący, czasem róż. Całkiem go lubię, myślę, że ze względu na zagadkowy charakter.
Następny klasyk: E-CB635-22, ścięty pędzel do różu. Nie przychodzi mi na myśl nic, co go wyróżnia. Po prostu - rzetelny i bez fajerwerków.
Niżej pędzel na trzonku opisany jako 'rouge', Kozłowski E-PB41. Wygląda jak przerośnięty pędzel do cieni albo niedorosły pędzel do różu. Jest czymś pośrednim. Zazwyczaj używam go do rozświetlaczy, bo do różu jest trochę za mały i łatwo zrobić sobie kreski policzkowe :)
Na samym dole kolejny no-name, odkupiony z jakiegoś zestawu. Włosie jakby przerzedzone, dla mnie pędzel bez sensu - nie użyłam go chyba ani razu, a mam od ok. 5 lat, tak samo jak pędzle od Kozłowskiego.



Zdjęcie z moimi faworytami, bez których jest mi ciężko (poradzę sobie, ale jest ciężko). Od góry: ukradziony Tanyi (:*) Bobbi Brown Eye Blender - cudowne miękkie włosie, bardzo łatwy w obsłudze, czasem można się zapędzić i rozblendować za dużo :D bardzo długa rączka=wygodny.
Poniżej dwie kultowe 217 MACa, które uwielbiam (twierdzę, że jedną 217 można zrobić cały makijaż oka). Włosie z kozy, miękkość idealna, tempo schnięcia mistrzowskie.
Jeszcze niżej pędzel MAC 286 w wersji duo fibre. Jeszcze do końca nie przetestowałam wszystkich jego możliwości, wiem, że rewelacyjnie blenduje i subtelnie rozprowadza ciemne kolory.
Już go kocham ;)
Na samym dole dobry rzemieślnik i solidny pracownik - MAC 239, w dwóch egzemplarzach. Nakładanie cienia w V-kę, pod dolne rzęsy, rozświetlacza pod łuk brwiowy, nawet czasem blendowanie. Mistrz.

Tu drugie ulubione zdjęcie, pędzle kreskowe :) Od góry: Kozłowski EB 507 Eyebrow Kolinsky, rozmiar 8 albo 6 - starł się numer. Pędzel używany do brwi, rzadziej do przyciemniania linii rzęs. Lubię, bo działa, aczkolwiek trochę poszedł w odstawkę po tym, jak kupiłam kolejny pędzel. To mój faworyt - Make up Forever 9N, nakłada tyle cienia, ile chcę, rewelacyjnie i szybko przyciemnia brwi, daje naturalny efekt, można nim zrobić piękną końcówkę brwi. Miękki i elastyczny. Jak ktoś lubi, może nim rysować kreski żelowymi linerami.
Dalej Kozłowski K-EB504 Eyeliner Kolinsky. Pierwszy pędzel, który musiałam sklejać na linii skuwka-rączka. Bardzo cieniutki i precyzyjny pędzelek do linera. Nic dodać nic ująć. Teraz jednak wolę używać pędzla następnego w kolejce: Make up Forever 1N. Jest troszkę grubszy, ale można bez problemu robić nim cienkie kreski. Idealny profil, cieniuteńka końcówka, nic nie przeszkadza, nie odstaje - pędzel ideał. Gdyby był jeszcze trochę tańszy (regularna cena pędzla do linera i do brwi MUFE to ok. 80 zł/każdy). Następny pędzel obrócił się przy zdjęciu. To Kozłowski K-EB502 Eyelash Kolinsky. Włosie ma kształt litery A (szersza część przy skuwce) z lekko ściętą końcówką. Jest to pędzel typowo do przyciemniania linii rzęs, dobrze się spisuje przy robieniu kresek cieniem na mokro. Teraz prawie go nie używam.
Na samym końcu pędzel Kozłowski CB 633 Kolinsky w rozmiarze 8. Wychudzona "kulka", z gładkiego włosia, co nie pozwala na używanie go jako standardowej kulki (np. pod linią rzęs). Łapie dużo produktu, ale nie rozprowadza go na skórze, ale osypuje trochę niżej. Nie przepadam za tym pędzlem, używam go rzadko.


Kozłowski K-LB319 rozmiar 4 i Sephora 26 paupiere fin to pędzle, których używam do pomadki. Pierwszy jest przeznaczony właśnie do tego, jednak nie lubię, że jest taki wąski i elastyczny - ciężko o precyzję z takim pędzlem. Drugi - to syntetyczny pędzel do cieni, jednak jego kształt i wielkość dają mi największą kontrolę nad tym, co robię. Aktualnie mój ulubiony.
Na dole dwa "kocie języki". Kozłowski K-CB329 jest porównywalny wielkością do MACowych 239, ale grubość włosia, jego sztywność i gładkość powodują, że nie nakłada cieni tak dokładnie, podobnie jak kulka z Kozłowskiego. To nie jest pędzel po który sięgam zbyt często. Duży koci język - Kozłowski CB631 rozmiar 12 to mój ulubiony pędzel do cieni bazowych, lekkiego blendowania i nakładania cienia na dużą powierzchnię. Jest puchaty i miły w dotyku.

Na koniec "resztki" :) Od góry: Sephora creux paupiere 13, pędzel do załamania powieki i blendowania - trochę podrażnia wrażliwe oczy stosowany w taki sposób, używam go do korektora. Ładnie go blenduje i rozciera. Można stosować w takiej roli MACową 217, ale trochę mi jej do tego szkoda. Ten pędzel wydaje mi się trudno dostępny, często się wyprzedaje.
Następnie Sephora estompeur paupiere 14, używam go pod dolną linię rzęs. Dobrze się sprawuje w tej roli, trzeba jednak taką kreskę później rozetrzeć, bo pędzel jest sztywny i zostawia bardzo wyraźną i mocną linię.
Pod pędzlami z Sephory kolejna pomyłka - Stila 13. Skusiłam się na pędzel z truskawki, w momencie poszukiwania ideału do kresek, okazał się jednak krzywy w przekroju, a zatem używanie go do linera nie wchodziło w rachubę. Teraz używam go rzadko, najczęściej do wyrównania korektorem nierówności przy ustach, po nałożeniu czerwonych pomadek.
Niżej tzw. spoolie, Kozłowski EB 506, czyli grzebyczek do brwi. Teraz częściej używam jednorazówek do rzęs i brwi, są bardziej higieniczne.
Na sam koniec pędzle, po które sięgam czasem, w nagłych wypadkach. Ecotools do korektora i do cieni, pełnych nazw nie pamiętam. Są dostępne powszechnie w Rossmannach za kilkanaście złotych. Zaletą jest to, że są syntetyczne, łatwo się je czyści. 
I tyle :) Na szczęście mam jeszcze dużo miejsca w pasie, mogę kolekcjonować dalej. Pędzle to najlepsza inwestycja, moje najstarsze pędzle mają ok. 5 lat, bardzo często je piorę (uważając, żeby woda nie dostała się pod skuwkę) i dalej działają. W najbliższym czasie chciałabym wymienić pędzle do pudru, dokupić trochę do oczu, może jeszcze jakieś flat topy do podkładu... Na pewno będę zwracać uwagę na marki MAC (standardowo), Sigma, Hakuro. Zobaczę jak się sytuacja rozwinie.
Pędzle Kozłowskiego kupowałam na stronie pedzle.com, było to jednak tak dawno, że nie wiem, czy modele powyżej są jeszcze produkowane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz